Z Aska

Templariusze, Graal, Zakon Syjonu

Na asku dostałem bardzo ciekawe pytanie, teraz mogę odpowiedzieć na nie w pełni. Jak powtarzam dobre pytania wymagają dobrej odpowiedzi.

graal
Templariusze – zakon ubogich, mający za zadanie chronić szlaki chrześcijańskie jak i pielgrzymów. Zakon powstało w okolicach 1110 roku (historycy się spierają o to, że zakon istniał  od roku 1019). Templariusze mieli zdobywać i chronić podwaliny chrześcijaństwa, walczyli z heretykami, odbijali z rąk Muzułmanów ziemię świętą. Templariusze stali jak gdyby na straży religii chrześcijańskiej. Byli oni dobrze przygotowani do walki. Lekkie, ale dobrze chroniące zbroje i doskonale wykute miecze (które wbrew ślubowanemu życiu w ubóstwie były bardzo bogato zdobione drogocennymi kamieniami). Siła Templariuszy polegała na ich wierze w słuszność idei.  Byli gotowi oddać swoje życia w imię Chrystusa. Działali oni jawnie i można spotkać wiele informacji na ich temat. Głównym celem Templariuszy było zdobycie i oddanie w ręce biskupów Rzymu świętego Graala. Tworzone w tym celu wyprawy krzyżowe miały zapewnić pozyskanie ziemi świętej, odzyskanie Graala, umożliwienie pielgrzymek do ziemi świętej.

Zakon Syjonu – tutaj jest wiele niejasności na ich temat… Był to tajemny zakon prowadzący działania mające na celu odnalezienie Graala i zachowania go do walki z fałszywą ideą kościoła. Jak o Templariuszach można powiedzieć wiele, tak Syjon zdaje się być tylko mitem, nie istnieje żaden materialny przekaz mówiący o ich istnieniu. Legenda jednak powstała przed jakimikolwiek wzmiankami o utworzeniu Zakonu Templariuszy (Zakon Syjonu pojawił się w przekazach w roku 1099). Syjoniści mieli nie tyle zwalczyć ideę Jezusa Chrystusa jako syna stwórcy, lecz obalić mity z nim związane. Mianowicie Jezus miał być normalnym mężczyzną pozostającym w związku z Marią Magdaleną, dodatkowo Graalem nie miał być kielich z krwią Chrystusa, a jego potomek (którego to Maria Magdalena nosiła w łonie już podczas ostatniej wieczerzy). Spory na temat formy Graala istnieją od wieków – jednakże jak go nie ma, tak nie nie ma do tej pory. Wersja Syjonistów byłaby bardzo dobrym źródłem do obalenia wierzeń i uwolnienia ludzi od niszczącego wpływu kleru jak to mawiano w owych czasach – rozłam kościoła doprowadziłby do przejęcia wpływów i odkrycia prawdy. 
Pierre Plantard w maju 1956 r. zarejestrował stowarzyszenie pod nazwą Zakon Syjonu – miał on walczyć o tanie mieszkania dla ludzi. Czy to była przykrywka, czy forma przygotowania do jawnej demaskacji Kościoła – chodzi jednak o to iż zakon miał mieć cel… Jednak organizacja ta szybko upadła i powstała na nowo jak wyczytałem w 1979 roku. Wtedy miała zjednoczyć wielu ludzi. Jakie są fakty? Takie, że całe podwaliny organizacyjne jak i rzekomo historyczne podawane przez Pierre Plantarda były jedną wielką mistyfikacją mającą na celu zyskanie sławy i jak potem tłumaczył – francuskiego tronu.

Wróćmy do Templariuszy – Cały czas zyskiwali rosnące wpływy odsuwając się tym samym od Rzymu – to nie było na rękę klerowi, który z czasem szukał pretekstu do pozbawienia Templariuszy z ich siły.  Po przegranej wojnie na ziemiach świętych usieli uciekać na Cypr z tego miejsca rozproszyli się na tereny Europy. To był dobry moment by pozbawić ich nie tylko władzy ale i żyć. Papież nakazał zgładzenie wielu Templariuszy podczas snu, a każdy niedobitek miał zostać schwytany i zabity. Jako kluczowy element oskarżenia postawiono zarzut o działalność na szkodę kościoła, próbę zamordowania papieża oraz homoseksualizm panoszący się w zakonie i obrażający tym samym Boga… 
Jak wcześniej Templariusze byli cacy i każdy ich głaskał po głowach, tak teraz dostali solidnego klapsa od swych zwierzchników. Dlaczego? Zapewne za dużo wiedzieli, wiele osób twierdzi, że to kara za utratę Jerozolimy i zaprzestanie walk podczas gdy były siły obronne. Jaka jest prawda? tego na pewno się nie dowiemy! Homoseksualizm o którym wspomniałem odnosił się do pieczęci Templariuszy… Przedstawiała dwóch mężczyzn jadących konno – do dziś nie jest znana symbolika owej pieczęci jednakże mnie uczono iż mówiła ona o ubóstwie, które ślubowali przed Bogiem (dlatego dzielą się nawet koniem). Potem usłyszałem teorię o braterstwie (Templariusze byli jak bracia i dzielili między sobą nawet konia). Teraz przyznam się, że przeczytałem teorię trzecią – mówi ona o tym, że jest to jedna postać ale obrazująca raz zakonnika, a raz wojownika (jadącego po jednej drodze, na jednym środku transportu – do jednego miejsca przeznaczenia). Czemu mówię „nawet konia”? Ponieważ każdy z rycerzy powinien mieć czym i na czym walczyć. Koń był podstawą – tak jak miecz czy inny rodzaj broni.
Papież uznał iż dwóch mężczyzn tak dziwnie przedstawionych to obraz homoseksualizmu (który wtedy jeszcze był karany surowo).
pieczęć

Święty Graal jako kielich, czy kobiece łono? Krzyżowcy szukali kielicha – złotego, z najszlachetniejszymi kamieniami wypełnionego krwią Jezusa… Kielich ten powinien być w złotej równie bogato okutej skrzyni… Takie posiadano wyobrażenie o Graalu. Każdy z rycerzy, który pisał się na wyprawę krzyżową miał za zadanie znaleźć owy kielich. Znalezienie go wiązało się z otrzymaniem miejsca w raju, błogosławieństwem na życie doczesne. Każdy zaślepiony korzyściami szedł i szukał igły w stogu siana… 
Kielich byłbym w stanie zaakceptować – ale jako drewnianą skromną czarę, która i tak spróchniałaby do czasu pierwszej wyprawy krzyżowej (1000 lat nawet dla najtrwalszego drewna to sporo). Jednakże myśl jakoby krwią Chrystusa miała być ciągłość rodu, zdaje się być tą najtrafniejszą – ale czy krew po tylu pokoleniach nie byłaby rozrzedzona i pozbawiona swej boskiej właściwości?  Czy sam potomek posiadałby taką charyzmę, przekaz możliwość (jak to nazwać… cudowania? tworzenia cudów?) paranormalne? Być może Jezus istniał, lecz bym człowiekiem normalnym jak Ty czy ja – tylko, że potrafił zjednywać ludzi, widział cel w napełnianiu ludzkich serc dobrem… Bycie dobrym człowiekiem w złych czasach też jest swego rodzaju cudem. 

W całym temacie jest zbyt wiele niejasności, bym mógł w sposób bardziej wyczerpujący się do niej odnieść. Postarałem sie jednak nieco naświetlić sprawę – czy jest to zadowalające – nie mnie to oceniać!
Pozdrawiam serdecznie i czekam na kolejne ciekawe pytania na asku! 

Link do aska: http://ask.fm/iwansaproszkow

Poczucie humoru – pytania z aska

Ostatnio dostałem serię pytań na stronie ask.fm (
http://ask.fm/iwansaproszkow
), oraz od moich znajomych. Na pytania odpowiadać lubię, choć zdziwiła mnie nieco ich forma i odniesienie. Teraz się rozpiszę tutaj… całość odniesie się niejako do mnie i mojego zachowania, dlatego tutaj rozwinę myśli tam zawarte. Otóż wiele osób zadziwia to w jakim związku jestem, co robię, jak też niektórzy biorą mnie za Boskiego Alvaro…

 

Wszystko to jest dość mylnym rozumowaniem. Związek mam wspaniały, tu nie mogę choćby jednego złego słowa powiedzieć (oj a narzekać lubię jak nikt inny!!). Pełne zrozumienie bez używania słów, zero kłótni czy fochów, takie same myśli i zachowania w określonym czasie. Jestem z osobą, która różni się ode mnie tylko jedną rzeczą… Jest niewyobrażalnie dobra, ma naprawdę dobre i czyste serce – jest spokojna i miła. Taki mój anioł! Anioł, którego bardzo potrzebowałem… Odnalazłem szczęście i to obustronne, piękne szczęście. Trwam w miłości, której nie porzucę, której łatwo nie oddam! Musiałbym być niesłychanym debilem, by porzucić to, dzięki czemu żyję! Właśnie dzięki mojej ukochanej zostałem wyrwany z próżni, podniosłem się z samego dnia, i jestem teraz wysoko ponad chmurami – w niebie, w raju. Właśnie tutaj drzazgą w oku jest dla wielu mój brak kłótni z dziewczyną, czy też moje podejście do innych osób…  Jakie to podejście? Z każdym potrafię się dogadać, niezależnie od wieku czy upodobań danej osoby, z każdym żartuję – ale to się nie podoba innym. Bycie w związku to nie jest pilnowanie drugiej osoby, a samego siebie! Wszystko bazuje na zaufaniu, i poznaniu drugiej osoby. Jestem oddany w 100%, ona mnie również zatem… Zatem zazdrosny jestem i owszem – zazdrośnik ze mnie straszny, ale dla mnie zazdrość to nie podejrzewanie o zdradę czy coś w tym stylu. Zazdrość dla mnie jest potrzebą bycia z tą osobą – silną tęsknotą, która nieustannie nakazuje mi myśleć o niej. Nie muszę pytać gdzie jest, co robi ani z kim się obecnie znajduje -sami to sobie mówimy. I każdy wie, że lepiej mnie nie okłamywać… Kiedyś wspomniałem o moich zasadach, którymi się kieruję – jedną z nich jest, jak ja to mówię „zasada jednej szansy”. Jeżeli ktoś mnie okłamie, zawiedzie – to zrywam kontakt, albo dana osoba traci w moich oczach jakąkolwiek wartość. Wiele od siebie wymagam, ale jeżeli chodzi o zaufanie, to równie wiele wymagam od drugiej osoby. Dlatego związek, w którym jestem oparty jest na trzech filarach nie do wyłamania – przyjaźni, miłości i zaufaniu. To wystarczy do tego, by być szczęśliwym. Dlatego nie jest postawiony sztywny mur dzielący od świata zewnętrznego. I teraz punkt drugi, moje podejście do innych osób -  jak wcześniej zacząłem… Żartuję ze wszystkimi i to całkiem dwuznacznie, nie przeczę padają różne teksty czasem nawet cenzuralne – ale wszystko opiera się wyłącznie na żarcie, który jest akceptowany przez obie osoby. Uważamy z dziewczyną tak samo – a mianowicie, że żarty to nie zdrada. To że się z kimś żartuje, nie oznacza iż należy być z tą osobą w łóżku… Takie rozumowanie sprawi, że zaistnieje bariera międzyludzka, każdy będzie bał się odezwać do drugiej osoby… Tak jak wspomniałem: bycie w związku to nie jest pilnowanie drugiej osoby, a samego siebie – dlatego pilnuję granic… Granic, których nie przekroczę za żadne skarby! Dlatego w moim pojęciu jest różnica pomiędzy słowem a czynem! Żarty typu „widzimy się u Ciebie wieczorem… ]:->” nie oznaczają, że będę spędzał noc u danej dziewczyny, czy danego chłopaka. A swoje żarty kieruję właśnie do obu płci (choć każdy mnie zna z niebywałej nietolerancji, tak w żartach sam czasem udaję homosia i się wygłupiam ze znajomymi). Może właśnie przez dystans do samego siebie mam taki dobry stosunek do ludzi, którzy doceniają mnie i mój dziwny dość humor.

Każdy lubi się uśmiechnąć, a ja tylko w tym pomagam.

Co lubię nosić w…

Na asku dostałem kiedyś pytanie brzmiące – Co nosisz w kieszeniach?

   Teraz tak pozwolę sobie rozszerzyć moją odpowiedź… Powiem tak: uwielbiam ubrania, które mają mnóstwo kieszeni – już od małego ich ilość byłą dla mnie bardzo przydatna. Uwielbiałem trzymać w nich kamienie, karty, jakieś słodycze czy owoce – jak to na podwórku… Szło się rano wracało wieczorem.  Między zabawą, a wylegiwaniem się na słońcu trzeba było coś jeść, tak więc kamieniami się rzucaliśmy i grając w karty/ czy rzucając pokemonami, przychodził czas na wyżerkę… Mieliśmy swoje ulubione miejsca, gdzie rosły śliwki, wiśnie, jabłka czy gruszki. To było życie… Pamiętam nosiłem też z moimi przyjaciółmi jarzębinę – po co? Otóż mieliśmy gumowe rury, które pozwalały wydmuchiwać jarzębinę daaallleekko przed siebie! No takie to już były nasze zabawy… Nie do końca normalne, nie do końca bezpieczne – ale nasze, wspólne i pamiętam je doskonale.
   Później nosiłem w kieszeniach, jedzenie i jakiś scyzoryk – to mam do dzisiaj, tylko naprzemiennie noszę scyzoryk albo nóż… Nie dla względów rabunkowych, czy bezpieczeństwa… Po prostu lubię strugać patyki czy kije. Siąść i patrzeć jak kora odchodzi od drewna. Jedni łowią ryby, inni wyciszają się przy alkoholu – ja jak już pisałem lubię się czymś zająć.  Czasem posiadam też przy sobie mała radziecką metrówkę (czasem się przydaje), a tak to raczej hmm.. Zapałki też czasem mam (a nie palę), o! Niekiedy nosiłem przy sobie jakiś nie za krótki, ale też i nie za długi sznurek – lubię robić węzły marynarskie… Moimi ulubionymi są ratownicze proste i bardziej zaplecione – również całkiem przydatne! (Nie wiem tylko do czego…)

To tak krótko na dziś, mało czasu mam, więc do jutra!

Planety i życie w kosmosie… Cz.3

Nauka, technologia, kultura.

   Na pierwszy strzał idą Majowie… Nie żebym coś do nich miał, ale wolę mieć to już za sobą! Majowie byli ludem niesamowicie rozwiniętym – obserwatoria, kalendarz, pismo i malunek. Znali oni też koło, bardziej jednak jako rycinę i płaskorzeźbę! Nie używali go do ułatwienia transportu, lub mechanizmu wprawiającego w ruch. Świątynie budowali z kamienia, jednak jego jakość nie była w żaden sposób wybiegająca ponad jakość średnią. Mimo to byli świadomi przesileń słonecznych  – dało się to zauważyć patrząc na cień, rzucany przez słońce, padający na schody świątyni w Tikal. Kamienne schody miały zaokrąglony cień poruszający się powoli – tworzył obraz wielkiego węża! Wąż – dokładniej smok w postaci węża – był ich głównym bogiem.
Majowie byli również twórcami teorii o wielkim potopie! (Każda większa religia posiada wzmiankę o tym) Znali się na astronomii, ich świątynie były ustawiane tak, by zrównać je z jedną tylko konstelacją – Oriona! W inskrypcjach – które się zachowały – mowa jest o tym, że przybysze z gwiazd, bogowie przybyli na Ziemię by stworzyć postaci, które będą ich wychwalały, które będą im służyły. Wiele razy tworzono człowieka i sprowadzano na niego klęski – bo żaden lud nie był doskonały. Z czego tworzono owych ludzi? Z kamienia, błota, kukurydzy…
Reasumując – to byli prości ludzie, których ktoś uczył… Widać to, bo zmysł ich rachuby był aż nadprzyrodzony! Rachowali przeszłość i przyszłość, znali daty zaćmień i przesileń, wszystko spisywali rzetelnie!

    Aztekowie jako drudzy – byli ludem bardziej barbarzyńskim, Jednak ich świątynie… Ukrywają pewien schemat, są ułożone w pewien sposób… Również były zorientowane na przesilenia słoneczne! Ale nie rozwinęli się oni matematycznie. To budynki były ich „kalendarzami” ukazywały swym cieniem porę roku, długość dnia ale nic więcej! Byli ukierunkowani byli na medycynę. Potrafili robić operacje, dezynfekcje i znieczulenia! Dla nich sposobem składania modłów były ofiary z ludzi… Krew spływająca za padającym ze schodów ciałem miała zadowolić bogów.

    Egipt, teraz Egipt! Największa perełka! Piramidy w dniu przesileń nie mają czterech ścian a osiem! Patrząc na nie z góry da się zauważyć iż jej boki są delikatnie wklęsłe u podstawy! Nie jest to zauważalne w normalny sposób! Tutaj zdjęcia tego fenomenu, potem wrócimy do reszty egipskich smaczków!
piramidy

piramida

egipt
To tylko sama piramida z zewnątrz! A w środku? W Wielkiej Piramidzie rzekomo grobowej – nigdy nie było ciała, nigdy też nie było żadnego sarkofagu! Co ciekawe… Szyby wylotowe owej piramidy są ukierunkowane na gwiazdozbiór Oriona, dokładniej na Syriusza oraz dwie inne gwiazdy! Jest to niesamowita precyzja… To względem nieba, względem ziemi piramida ta jest ustawiona względem czterech stron świata z marginesem błędu 0,015… Taka perfekcja bez żadnych kompasów, komputerów? To jest niemożliwe! Ale to nie koniec… To zaledwie początek! Istnieje śmiała teoria (UDOWODNIONA!!!!), że Wielka Piramida w Gizie jest potężnym reaktorem – zdolnym wytworzyć energię!! Możecie mi nie wierzyć, ale w ścianach piramidy znajdował się krystalicznie czysty piasek – coś takiego jest idealnym filtrem… Energia jedno paliwo drugie… W szybach zbiera się substancja jaką my nazywamy paliwem rakietowym… H2O2 – Nadtlenek wodoru (skroplony) – główny składnik paliwa odrzutowego! Dalej nie wierzysz, że nasi przodkowie byli mądrzejsi od nas? Co powiesz na żarówkę przed Edisonem? Na prąd przed jego wynalezieniem?
żarówka
Proszę przyjrzeć się podstawie prawej żarówki – jest ona utrzymana na metalowym stojaku, zaś w niej jest drut dający światło… Wszystkie korytarze były osmolone od pochodni, WSZYSTKIE prócz korytarze w komnacie kapłanów – nawet faraon nie miał do niej dostępu… Była ukryta, za wejście do niej osobie trzeciej groził śmiercią… Odtworzono ową żarówkę… ŚWIECIŁA!!
żarówka
flash
Starożytni Egipcjanie mieli także coś takiego jak akumulatory… Dokładniej baterię… gliniane naczynie, trochę miedzi i żelaza do tego kwaśny sok – to dawało niskie napięcie, ale jednak ono było!!
bateria
bateria

Energia w Egipcie Cię nie przekonuje? A co powiesz o samolocie? Tak! Egipcjanie mieli dwa modele samolotów! Zrobiono ich powiększoną replikę – latały lepiej niż obecne…
samol

samolot
Był jeszcze jeden w sarkofagu faraona, drewniany, – ale miał odłamany ogon:
sam drew

A tutaj hieroglif z Abydos – ukazujący zwierzęta i machiny latające – o tym słyszałem całkiem niedawno!!
hier

Jeżeli to dalej Cię nie przekonało o odwiedzinach kosmitów bądź cofnięciu się w czasie, to powiedz mi – proszę – Jak do ciężkiej cholery zbudowano z sześciu i pół miliona ton skały, i wznoszącą się na wysokość 146,5 m jedną z największych budowli – kiedykolwiek wybudowanych na Ziemi… Jak? No jak!? To zbyt wielki ciężar, zbyt równo ciosane bloki skał! Nam mówią, że były one kute w skale przy pomocy miedzianych dłut… Piramidy są z dziwnego rodzaju granitu (niedostępnego w okolicy), którego żadne dłuto miedziane nawet nie ukruszyłoby…  Żeby obrobić kamień z piramid potrzeba było…? DIAMENTU!! Pił diamentowych… Obok rzekomego placu budowlanego piramid – były obrabiane kamienie – co tam jest? Pewne kamienne, podwójne platformy – idealne do umiejscowienia pił tnących! Teraz zdjęcia nie znajdę – musisz mi uwierzyć na słowo… Powyższe argumenty jednak świadczą o tym, że sami być nie możemy – uczono naszych przodków, i to jest pewne – teraz uczą nas bzdur, a to jest jeszcze pewniejsze!

Koniec cz. 3 (czy ostatniej? – nie wiem!)

Planety i życie w kosmosie… Cz.2

    Pomińmy teorię o małpie i szybko przejdźmy do pierwszych cywilizacji: Majów, Azteków, Sumerów, Egipcjan (ale też i wcześniejszych). Człowiek, odkąd tylko się wykształcił ponad prosty umysł, zaczął tworzyć. Historie plemienne, rysunki, obrzędy i religie… – Od zawsze nam to towarzyszyło, od zawsze też spoglądaliśmy w niebo poszukując tam czegoś, lub kogoś. Ludzie na całej Ziemi miały legendy o bogach zstępujących z nieba! Jest to całkiem zrozumiałe, jeżeli biorąc pod uwagę ewentualny statek kosmiczny, coś co tych „bogów” przetransportowało…  Tutaj legendy powiadają o latających chmurach, demonach, smokach (do złudzenia przypominać to może nasze rakiety!). Zawsze pojawia się też motyw bogów nauczycieli – co ciekawe, nie uczyli oni wszystkich! Wybierano osoby szczególne; miały one za zadanie przekazać zdobytą wiedzę innym- bywali też i bogowie niszczący… Tym towarzyszyły wybuchy, trzęsienia ziemi – niebo płonęło. Pierwsi ludzie ameryki wzięli korsarzy właśnie za bogów – przybyli wielkimi statkami, byli inaczej ubrani, mieli inni kolor skóry… Posiadali też broń palną – coś co siało grozę, jak mawiają przesłania – byli przez to uważani za poskromicieli burz i grzmotów. Wracam jednak do starożytnych, bo za bardzo wybiegłem w przyszłość!
   Proste ludy wskazywały, że ich bogowie pochodzą (w większości) z gwiazdozbioru Oriona, dokładniej  chodzi o gwiazdę/planetę Syriusz B w owym gwiazdozbiorze… Mieli nawet dokładne modele owego gwiazdozbioru… Proste, bo wykute w metalu, płaskie – ale jednak idealnie odwzorowane! (Postaram się poszukać zdjęć)
Piramidy są zbudowane na wzorze konstelacji gwiazdozbioru Oriona
orion
piramidy
Widziałem więcej modeli, ale teraz ciężko jest poszukać mi tych zdjęć… Plemiona afrykańskie miały swoje modele – trzy główne gwiazdy Oriona i ułożenie piramid w Gizie oraz świątyń Majów bądź Azteków – odrębne narody, odrębne kontynenty jednak rozstaw jest ten sam, wierzenia też względnie zbliżone.
orionstars
Teraz ciekawostka – gwiazda Oriona – Syriusz B – nie jest widoczna z Ziemi! Nie gołym okiem! Jednak wszystkie plemiona, wszystkie narody starożytne wiedziały o istnieniu owej gwiazdy ! (Była też zawarta na starożytnych planach jak wcześniej wspomniałem) – My zobaczyć Syriusza B mogliśmy w roku 1862…

Astronauci z kosmosu.
Do piramid wrócę w części trzeciej, teraz jednak chcę przedstawić teorię o kosmicznych astronautach (kosmitach, bądź ludziach cofniętych w czasie). Albert Einstein twierdził iż podróże w czasie są możliwe, jednak jeszcze nie teraz. Wzór też został stworzony – przekroczenie bariery światła… Ale nie roztrząsajmy tego tematu! Skupmy się na ludach starożytnych… Interesują nas rysunki i figurki
kos
Przedstawiona figura ma na sobie jakby maskę z kompresorem tlenu – jednak przypomina jeszcze człowieka (pochodzi z epoki starożytnych Majów)
aztek
Tutaj mamy króla Azteków, który wg. mitu ODLECIAŁ w zaświaty! Rycina jest skopiowana, jednak można dostrzec siedzącego króla w jakimś pojeździe (jak gdyby w rakiecie) stopy trzyma na pedałach, ręce na kierownicy i do tego patrzy przez wizjer! Do tego łatwo zauważyć silnik… To był lud starożytny, nie znał technik rysunku „3D”…
aztec
Teraz to samo, ale w formie 3D

chyny
Figurka z początków rozwoju Starożytnych Chin
Jeszcze przedstawię stary malunek jednego z bogów (proszę zwrócić uwagę na duże oczy jasną karnację – w roli ciekawostki – na terenie tylko i wyłącznie czarnoskórych…)
kosmita
Postać jest jakby w skafandrze, jednak oczy przypominają dobrze znanego (współczesnego) szaraka:
szarak

Malowideł, rzeźb tego typu jest cała masa, starożytni malowali tylko to – co sami widzieli…

Koniec cz. 2

Planety i życie w kosmosie… Cz.1

Jak myślisz, czy we wszechświecie są jakieś inne cywilizacje i tak jak wielu wierzy odwiedzały nasza planetę…?

   Takie otrzymałem pytanie na stronie
http://ask.fm/iwansaproszkow
– było to już jakiś czas temu, jednak kwestia jest bardzo ciekawa i warto byłoby ją rozwinąć właśnie tutaj. Z racji tego dodam tutaj kategorię Z Aska. Pomysł był już wcześniej, ale jakoś nie sięgałem jeszcze po tamte „materiały”… Wracając do głównego wątku – teorii o powstaniu kosmosu, o życiu w nim i planetach było niewyobrażalnie dużo, bo każdy z nas inaczej patrzy na świat, bo każdy z nas inaczej pojmuje ogólny stan rzeczy. Zaprezentuję dziś, w sposób bardziej złożony, moją opinię na ten temat.

kosmos

    Kosmos – niewyobrażalna powierzchnia stale rosnąca, próżnia oraz bałagan i porządek w jednym. Kosmos to niezbadana wciąż przestrzeń, ma więcej zakamarków niż umysł człowieka. Ale do rzeczy! Porządek utrzymują planety, gwiazdy – one tylko znalazły swoje miejsce w tym całym chaosie… Asteroidy, planetoidy, wszystkie ludzkie śmieci pozostawione w przestrzeni kosmicznej – one dalej latają, krążą by tylko się o coś rozbić. Ale czemu planety się nie przemieszczają? Wyobraźmy sobie poziomą linię (kosmos) i koło (planetę). Pod naporem masy planety pozioma linia ugnie się tworząc pewien dołek, w którym to planeta się osadza! Lej – ten dołek – okalający planetę przyciąga ją, tworzy jednocześnie grawitację na owej planecie. Grawitacja nie jest zależna od wielkości planety, a od jej masy – masa zaś zależna jest od jądra planety, i od tego, z czego planeta jest „zrobiona”.  Małe planetoidy, asteroidy, czy wszystkie inne kosmiczne śmieci mają zbyt małą masę, by utworzyć wokół siebie jakąkolwiek grawitację. Dlatego latają one gdzieś tam nad naszymi głowami, i zbliżając się do Ziemi (czy jakiejkolwiek innej planety rzecz jasna) są przez nią przyciągane. To rzecz jasna jest wizją uproszczoną, wszak ciężko to opisać dokładnie w tak krótki sposób, by nie uśpić osoby czytającej!
    Tak wygląda zarys – planet jest niezliczona ilość, mimo to kosmos się nie zarwie… Nie zamierzam dociekać czy jest to boska interwencja czy też nie! Dla mnie to tylko ogrom miejsca, rozłożony na płaszczyźnie niczym ciastko na stolnicy… Ciasto wałkiem przygniecione również powiększa się w swej płaszczyźnie. Wracając do ogromu planet… Jest ich tyle, że na którejś musi być życie (zapewne nawet nie na jednej). Życie pojmiemy tutaj w różnorakiej formie – bakterie, rośliny, odpowiedniki zwierząt czy istoty ponad zwierzęta rozumne. My do życia potrzebujemy tlenu i wody… Inne twory mogą potrzebować tylko tlenu lub tylko wody – ewentualnie czegoś zupełnie innego.  Tak – wierzę, że życie we wszechświecie istnieje. Czy nas odwiedzali? Tutaj mam dwie teorie – były to osoby z kosmosu, lub my sami cofnięci w czasie… Zaraz do tego się ustosunkuję.

dna
Ziemia a kosmici…
    Teoria, że człowiek pochodzi od małpy wydaje mi się tą najbardziej trafną – w ujęciu materialnym rzecz jasna – jednak pomiędzy człowiekiem a małpą jest przepaść… Brakuje czegoś pośredniego – tak jakby organizm został udoskonalony w sposób ponad ewolucyjny… Ale nie widzę w tym dzieła Boga. Istoty bardziej rozumne odwiedzające nas w przeszłości, dysponujące lepszą techniką niż my obecnie, mogły dokonać pewnych „modyfikacji”. Istnieją naukowe dowody tej teorii. Jeżeli byliśmy stworzeni przez kosmitów – w czym zostałoby to zapisane? Kamienie? Kruszą się, piasek? Jest rozdmuchiwany, nasze ciało? Jest kruche… Ale nasze DNA! To jest właśnie to! Instytucje typu Projekt poznania ludzkiego genomu (en. Human Genome Project, HUGO Project) – i temu podobne są powołane do tego by odkryć tajniki człowieka. Zaskakującym dowodem jest to – iż jest pewna cząstka naszego DNA jest pozaziemska! Nie ma drugiej takiej na Ziemi… A ta jedna jest w każdym z nas… Każdy inny poszczególny szczebel drabiny DNA jest  podporządkowany materii Ziemskiej – jest tutejszy, powtarzalny w podobnym stopniu w innych organizmach żyjących. Jednak jest fragment nie do przypisania… Fragment ten zawiera mnóstwo informacji, ale nie jesteśmy na odpowiednim poziomie by go odczytać!

Koniec cz.1