Parę słów o mnie

Wiedza szkolna i wiedza faktyczna

Nie ukrywam faktu, że szkoła potrafi tylko ogłupiać – w sposób podobny do telewizji. Działa to tylko na nieco inną skalę. Programy nauczania zmieniają się jak programy telewizyjne - każdy kolejny jest jeszcze większym badziewiem! Trzeba powiedzieć jasno – żaden nowy program nie wnosi niczego, co mogłoby poprawić edukację polskich szkół. Nie wspomnę już o wychowaniu młodzieży. Kiedyś szkołą miała za zadanie spełniać funkcję edukacyjno-wychowawczą!
szkola

Wiedza, którą się zdobywało niegdyś w szkole miała za zadanie przygotować do dorosłego życia. Wpajała podstawową wiedzę geograficzną, ale na tyle dobrze, by wiedzieć sporo na tematy powiązane z państwami, wiedzę przydatną. To samo z matematyki – materiały były przygotowywane w sposób ciągły – powiązany. Teraz skaczemy po materiale jak wszy po głowie licząc, że uda nam się coś uszczknąć… No niestety! Sposób nauczania jest nieprzemyślany jeżeli chodzi o każdy inny przedmiot. Biologia pokazuje odległość tematów – zaczynamy coś w pierwszej klasie, a wracamy do tego w trzeciej…  Jest to totalny bezsens stworzony przez zmieniających się ministrów.

Skoki po książce to jedno – drugim jest to, że wiedza książkowa często nijak odnosi się do życia. Jedynie zajęcia z techniki wniosły coś pozytywnego. Uczyły myślenia przestrzennego, wprowadzały zastosowania różnych narzędzi, metody planowania i kreślenia planów. Moim ulubionym przykładem jest obliczanie pierwiastków – szczególnie ciekawie wychodzi gdy mamy zadanie, w którym to trzeba obliczyć pole do zamalowania trójkąta i wychodzi nam ono dajmy 5 pierwiastków z 5! Liczba w ten sposób nie pokazuje nam dokładnego zużycia farby, bo nie odejmiemy pierwiastka od litrów farby!! Szukanie liczby X też nie ma sensu, zawsze gdy już ją znajdziemy, to będzie ona inna od poprzedniej! Czy ma to za zadanie pomóc w odkrywaniu świata za pomocą matematyki? Akurat sam z matematyki najgorszy nie jestem, ale znam wiele osób, które nie rozumieją jej – i słusznie! Matematyki nie da się nauczyć, można tylko wiedzieć jak coś obliczyć jednak dalej nie przynosi to nam żadnej korzyści, nie wnosi nic nowego i pozytywnego do życia. Czy ktokolwiek w dorosłym życiu obliczał coś mając dwie niewiadome? Chyba tylko w przypadku: „Gdzie kupię piwo w niedzielę jako X i za ile jako Y” podstawiając to pod wzór: tangens z cosinusa razy bagietka dzielone przez patelnię…

Istny obłęd!  Pójdźmy dalej tym tropem! Mamy fizykę… Oo widzę te uśmiechy! Obliczanie prędkości kosmicznych, ruchu obrotowego planet… Jeszcze ciekawszą sprawą jest zamienianie prędkości z kilometrów/godzinę na metry/sekundę. Po co to komu?! Lepiej jest znać prędkość w wartościach ogólno wykorzystywanych! Przeliczanie stopni Kelvina na Celcjusze też nie ma sensu jeżeli odnosimy się do badania substancji w stanie podstawowym – do innych układów odniesień także można wykorzystywać skalę pana Celcjusza – po co komplikować sobie życie?! Anglikami nie jesteśmy!
Chemia, bo i o nią pragnąłem zahaczyć powinna odnosić się do substancji i   przeciwdziałania na ich wpływ (czy to na środowisko czy na otoczenie). Pojęcia chemii powinny być przydatne i przygotować nas na kontakt z różnymi czynnikami. Szczerze mówiąc ja już teraz nie pamiętam czym jest kwas dimetyloazotanowy – czy jakiejkolwiek innej stu członowej nazwy

Jeżeli to ma nas czegoś nauczyć to jestem ciekaw czego…
WDŻ i lekcje religii – to dopiero potrafi nauczyć, jeno mówi prezerwatywy są cacy, drugie, że to dzieło szatana! To ma nas uczyć samodzielnego myślenia i podejmowania rozważnych decyzji!
pieklo

Studniówka!

    Dnia (dokładnie) 18 stycznia miało miejsce ważne wydarzenie. Bez dwóch zdań warte jest ono tego, by choć trochę o nim napisać, by zostało zapisane nie tylko w pamięci, czy na zdjęciach. Ze studniówką tą wiąże się jeszcze jedna ciekawostka… Spokojnie, do wszystkiego dojdziemy! 

 

my
(Może dziewczyna mnie nie zabije, za wrzucanie jej zdjęć na bloga… Trudno! Jakbym zginął postawcie mi znicza [*] )  
Ja w garniturze – kto by pomyślał… Nienawidziłem takiej formy ubioru, już od małego była ona dla mnie zbyt sztywna. Od pierwszej klasy podstawówki, aż do teraz nie miałem nigdy więcej ubranego gajerka. Moje myślenie cały czas chyba było błędne, bo właśnie studniówka ta uświadomiła mi, że garnitur nie gryzie, ba! Mógłbym chodzić w nim cały czas! Nawet wiele osób powiedziało mi, że pasuje mi on do ogólnego wyglądu. Ech, gdybym miał tylko pieniędzy jak lodu to i z dziesięć garniturów bym sobie kupił – i właśnie tak chodził na co dzień ubrany! Elegancja, nawet bym powiedział wygoda i ogólny komfort tego typu stroju jest dość interesujący. Myślałem, że marynarka będzie krępowała moje ruchy, czy coś w tym stylu – tak jednak nie jest! Krawat też mnie nie dusił (a przyznam szczerze, że nienawidzę mieć nic pod szyją… Golfy, ciasne koszulki – to wszystko odpada!) Byłem bardzo zaskoczony. I teraz wiem, że praca jaką chciałbym wykonywać powiązana byłaby właśnie z garniturem. Hmm mógłbym być facetem w czerni! Oni mieli fajny styl! Poważnie jednak mówiąc, to praca w garniturze jest bardziej poważna… Więc ja chyba na wstępie odpadam! O! Weźmy grabarza! Czy ktokolwiek wyobraża sobie, by ktoś zajmujący się pochówkiem zaczął nagle żartować?! Mnie jest ciężko być poważnym przez dłuższą chwilę! Muszę zaraz powiedzieć coś głupiego, niekiedy nawet niestosownego – ale w gruncie rzeczy zabawnego. Dobrze… Tak więc wiemy iż grabarz odpada, urzędnicza praca raczej też (tam dopiero sztywniacy siedzą!). 

 

 
Studniówka, odnosząc się teraz do całości, była rewelacyjna! Zabawa do białego rana, dobre jedzenie, jeszcze wspanialsze towarzystwo! Czego chcieć więcej? O ktoś tam krzyczy, że alkoholu, ooo a tam, że prostytutek! No panowie, litości – to studniówka, a nie dyskoteka! Uczestniczyłem w tej zabawie jako osoba towarzysząca. I oto ciekawostka – na studniówkę zostałem zaproszony przez przyjaciółkę, a poszedłem na nią już z dziewczyną. W styczniu też wypadało mi i ukochanej pół roku związku. Dokładnie dwa dni po owej studniówce! Gdy przyszedłem po ukochaną nie mogłem uwierzyć własnym oczom – wyglądała przepięknie! Zaszczytem była sama możliwość towarzyszenia jej – już nie wspomnę o tym, że była to moja dziewczyna! Najwięcej pytań rodziły wątpliwości co do sali (czy będzie duża, jak wyjdzie na niej polonez, gdzie będzie druga klasa)… Zaraz po przyjeździe zobaczyliśmy piękny pałacyk, a w nim naszych wspólnych znajomych. Ludzie dopiero się zbierali, było przed nami trochę czasu. Postanowiliśmy się rozejrzeć, porozmawiać z tymi co już są, przejść na salę do tańca. Było chłodno, ale bardzo pięknie. Czy mogłoby być inaczej w pałacyku? Złote obrazy na kremowo-białych ścianach, sufit ozdobiony wizerunkami znanych Polaków, i balkon bardzo ciekawie przyozdobiony. Stoły nakryte i przygotowane do przyjęcia głodnych gości. Długo trwały apele osób odpowiedzialnych za organizacje, życzenia, podziękowania. Wszyscy nudzili się stojąc w dwuszeregu (może nie tyle nudzili, co pragnęliśmy wszyscy mieć za sobą tego poloneza). Dwie klasy miały po dwie próby poloneza. My zaczynaliśmy jako pierwsi – dodatkowo były problemy z jednym elementem przejściowych, i podczas ostatniej próby zdecydowaliśmy się go ominąć. Po próbach kolejne oczekiwanie, jeszcze jeden apel… Czekaliśmy teraz już tylko na sygnał „do poloneza!” – by mieć już ostatecznie wszytko za sobą!
Cudowna muzyka rozbrzmiała na sali wprawiając nas w rytm. Powolnym krokiem ruszyliśmy do przodu. Jedną zwartą kolumną wyszliśmy na salę – wiedząc jednocześnie, że tym razem wszystko musi się udać! Równe tempo, ładny dostojny krok… Pełne skupienie nie pozwalało choć na moment oderwać myśli od kolejnych części układu. Już wszystko zbliżało się ku końcowy, lecz wtedy właśnie rozproszyłem się myśląc „taaak idzie dobrze, równy krok, bezbłędne przejście, idzie nam rewelacyjnie…….”… W tej chwili doszło do przejścia, miałem przeprowadzić Asię na drugą stronę i się z tym spóźniłem… Ech potem wytrąciłem się z rytmu, którego szukałem jeszcze kilka chwil. Niestety skopałem element, który był zmieniony na sam koniec! Zdjęcia potem uchwyciły jak rozmawialiśmy i zaczęliśmy się śmiać z tego faktu. Chciałem by było idealnie – to była jej studniówka, nie chciałem sprawić zawodu. I w gruncie rzeczy byłą bardzo szczęśliwa. Nie miała nawet najmniejszych pretensji co do tej pomyłki.
Potem tańczyła druga klasa, jeszcze były programy artystyczne i to na co wielu czekało (i ja jako łakomczuch także)… JEDZONKO!! Ile tam było żarcia! Rosół, pierś z kurczaka zapiekana w serze z pieczarkami podane z frytkami, sałatki z gyrosem, sałatki wegetariańskie, mnogość ciast, szaszłyki z kiełbasą i kurczakiem podwędzanym, potem bolsze krokiety z mięsem i barszcz czerwony… Normalnie rewelacyjne menu! Nie ma się co dziwić, zabawa trwała aż do godziny szóstej nad ranem…
toast
(Teraz zginę na 100% więc szykujcie znicza!!)

   Ja sam zaś nie przypuszczałem nigdy, że tyle czasu przetańczę (ja osoba, która stroni od jakichkolwiek imprez, która tańczyła ostatni raz wieki temu…)! Niemalże nie schodziłem z parkietu, Asia i ja nogów w dupie nie czuliśmy (jak szanowny Ferdynand Kiepski prawił). Niezapomniane wrażenia przyniósł taniec belgiski, który został odtańczony z dobrych pięć razy. Alkohol był i owszem – jak to na każdej studniówce- ale przyznać muszę szczerze, że nie interesował mnie on w ogóle! Po co pić kiedy zabawa i tak jest rewelacyjna? Dokładniej się nad tym zastanawiając, to nie było czasu na picie – cały czas tańczyliśmy z małą przerwą na jedzenie – trzeba było nabrać sił złapać dwa oddechy (nie, nie dwa kieliszki) i ruszyć dalej w tango! 

    Każdorazowo po wyjściu z sali czułem się, jakbym dostał granatem ogłuszającym! Pisk w uszach, jak przy ciśnieniu dziesięciometrowego słupa wody (nurkowie zrozumieją lepiej hahaha) Do tego lekkie skołowanie (nie, nie byłem pijany) wynikające ze zmęczenia. Byłą to przepiękna zabawa – innymi słowami nie da się tego określić, a i ja starałem się – by całe nasze towarzystwo spędziło ten czas z uśmiechem.  
   

Załamanie pogody – czyli piękna wiosna w styczniu

   pogoda
Ciekawe i jednocześnie straszne zjawisko ma miejsce tej zimy. Załamanie pogody w sposób nieoczekiwany zagraża zwierzętom, roślinom i ludziom… Jesteśmy pozbawieni jakichkolwiek większych mrozów czy opadów śniegu. Gdzieniegdzie popada i zaraz owy śnieg znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, to ma znaczące konsekwencje. Rośliny potrzebują przymrozków, tej śnieżnej pierzyny by mogły odpowiednio wyrastać, ale jej brak powoduje przedwczesny wzrost i niewyrastanie w pełni. Ostatnio idąc do szkoły zauważyłem kwitnące stokrotki! Trawa jest zielona, zobaczyć też można iż nawet drzewa mają liście. Ptactwo już pomału odlatuje, ale ze dwa tygodnie temu obserwowałem jak leciały w jedną stronę od rana by wieczorem wrócić w to samo miejsce. Niektóre zimujące okazy mają problemy z zapadnięciem w sen zimowy – one tylko drzemią i budzą się. Brzmi to niesamowicie. Sama pogoda zatrzymuje się pomiędzy późną jesienią a wczesną wiosną. Słońce świeci jak podczas wiosennych dni, bezchmurne niebo tylko temu wtóruje. Poranki zdają się być odmienne – są dżdżyste i mgliste, z lekkim przymrozkiem. Czasem popołudniu przez chwilę popada, lecz następnego dnia niebo znów nie ma ani  jednej chmurki. To pogłębia depresyjne nastroje wśród ludzi. Ciągłe wahania zdają się być przytłaczające, odbierają też siły. Człowiekowi jest ciężko przystosować się do tych zmian. Jesteśmy przyzwyczajeni do mrozu, i pośpiechu jaki wyznacza. Nikt nie chce marznąć dłużej niż powinien – a teraz? Na wszystko jest czas… Ociągamy się, bez pośpiechu. Właśnie ten czas, który rzekomo mamy, ucieka nam przez palce jak powietrze.  Potem ocknąć się możemy i powiedzieć „oo to już ta godzina?!”, „to już ten miesiąc?!”… Z wielkim szokiem i niemałym zdziwieniem zauważamy jak wszystko potrafi się szybko kręcić, gdy my na moment zatrzymamy się chcąc zaczerpnąć tchu. 

   Najgorzej jest wtedy, gdy dzień za dniem mija podobnie – zamknięci w czterech ścianach zakładu pracy czy szkoły… Wtedy dni się zlewają i są już nie do odróżnienia. Jeżeli jest się w domu, to stanowi najmniejszy problem – zawsze się gdzieś wyjdzie, zrobi to co lubi. Nie jest się przywiązanym do siedzenia i można się wyrwać z okowów monotonii. Można być samemu albo z kimś, lecz zawsze można się dobrze bawić, spędzać czas realizując marzenia i z uśmiechem podchodzić do każdej chwili, lub siedzieć z zawieszona głową i mieć do siebie tylko pretensje… Najgorsze są chwile, które świadomie zaprzepaszczamy i dopiero później dochodzi do nas ile mogły one znaczyć. Coś pozornie niewielkiego da naprawdę wiele radości. Przykładem pierwszym z brzegu może być lodowisko. Czemu? Moja dziewczyna bardzo chciała tam pójść, nauczyć mnie czegoś w zamian za to iż ja ją uczyłem pływać np.. W tajemnicy i wielkiej konspiracji zabrałem ją tam, nieświadomą przyszłych wydarzeń mówiąc, że czeka ją kabaret, w którym mam dziś główną rolę… Nie umiem jeździć, spodziewałem się efektów tej wyprawy, bo nigdy nie stałem na lodzie w łyżwach! Człowiek uczy się całe życie, dlaczego więc nie mogłem nauczyć się tego? Poza tym jazda na lodzie nie była dla mnie priorytetem. Chciałem mile spędzić czas z osobą, którą kocham – dać jej powody do uśmiechu, radości, chwilę szczęścia tak znaczącą… Jak się okazało jazda nie szła mi w ogóle, chociaż podobno robię świetne piruety gdy staram się złapać równowagę! Ja się cieszę, że nikogo nie pobiłem podczas wymachiwania łapskami… Ale naprawdę zaczynałem tracić wiarę w siebie widząc jak ci wszyscy ludzie zaczynali odsuwać się ode mnie. Jednakże wiem iż chwile spędzone na lodzie były chwilami spędzonymi z uśmiechem, w śmiechu, ba! Z jajami bym powiedział. Zresztą czy może być inaczej gdy humor mi zawsze dokazuje? Zatem nie był to czas zmarnowany! Wręcz przeciwnie… Miło wspominam go nie tylko ja. I właśnie to, że zrobiłem coś więcej niż tylko siedziałem przed komputerem, czy zamknięty w czterech ścianach dało mi pamiątkę na bardzo długi czas.
lyzw

   To nie do końca jest więc tak, że to TYLKO pogoda wpływa na nasze samopoczucie, na nasz nastrój czy chęć do działania. Musimy sami od siebie wymagać, wziąć los we własne ręce. Nikt nie przeżyje za nas naszego życia, prócz nas samych… To od nas zależy, czy będziemy szczęśliwi, czy zdołowani. Zamiast o sobie, często trzeba pomyśleć też o drugiej osobie – jej uśmiech może przynieść nam więcej radości niż cokolwiek innego.

 

 

 

 

 

 

 

Oddawanie krwi – raz już drugi

     krew

 

    30 grudnia roku poprzedniego ponownie wybrałem się na oddawanie krwi. I byłem zdziwiony kilkoma faktami. Drugi raz wyglądał nieco inaczej – teoretycznie wiedziałem czego się spodziewać, ale i tak zostałem zaskoczony! Otrzymałem legitymację honorowego dawcy krwi, i ankietę do wypełnienia (moim zdaniem jest to zbędne tracenie papieru – ale z racji tego iż ekolog ze mnie żaden to zbytnio nie protestowałem) Pytania były te same, jedyne co się zmieniło w wypełnionym przeze mnie druku to podanie daty przy pytaniu o wcześniejsze pobieranie krwi. Tym razem nie byłem sam – towarzyszyła mi ukochana. Podczas wypełniania ankiety robiłem sobie jaja jak zawsze, mówiąc że: „oo narkotyki… te to biorę codziennie”, „niebezpieczna praca – kierowca autobusu, to mnie zawsze rozwala”, „Ej miesiączkuję? (Badawcze spojrzenie zawiesiłem na dziewczynie) Eeee chyba nie!”. I niestety zacząłem zaznaczać część przeznaczoną tylko dla kobiet, przez roztargnienie i niewystarczające skupienie. Podczas wypełniania zostałem zaproszony do wstępnego pobrania krwi – a tu co? Kolejna zmiana! Nie pobrano kropli krwi z palca tak jak za pierwszym razem, tylko zaczęto ściągać krew z drugiej ręki!! Tego się nie spodziewałem – trzy małe fiolki krwi do badań wstępnych. Dokończenie ankiety i hajda do gabinetu lekarza. Liczyłem, że przyjmie mnie znów starszy uśmiechnięty jegomość, lubiący pożartować. Była na jego miejscu kobieta, spojrzała na ankietę i powiedziała z uśmiechem „cooo pytań się nie czytało, hę?”…  Taaa weź się człowieku tłumacz z tego, że nie miesiączkujesz! Badania wyszły wzorowo, tylko z ciśnieniem jakieś problemy miałem. To jednak niczego nie zmieniło – zostałem odesłany do poczekalni w celu wyczekania swojej kolejki. Tak jak ostatnio pielęgniarka pytała się o kawę i herbatę, każdy z obecnych jednak odmówił. I nastała ta chwila – upragnione odsysanie! Położyłem się na tym samym miejscu co za pierwszym razem, obsługiwały mnie te same panie co za pierwszym razem. Znów leżosiedziałem z poczuciem spełnienia w jakimś drobnym stopniu – ta myśl że komuś się pomogło jest naprawdę wielka. No dobra dobra wizja dziewięciu czekolad jest bardziej interesująca! Żartuję oczywiście. Nie ma nic lepszego niż oddanie cząstki siebie dla ratowania życia. Ogólna aprobata dziewczyny, przyjaciół to również motywacja do działania. 
rewk

     Po odsysaniu czekał mnie powrót do domu. Nie byłem jednak sam – ukochana nie dała się przekonać do tego bym ją odprowadził. W zamian za jej towarzystwo miałem trafić bezpiecznie do domu pod jej czujnym okiem. Ale i ja łatwo się nie poddaję to wcisnąłem jej jedną czekoladę! A co! Więcej i tak by ode mnie nie wzięła. Chwila odpoczynku i człowiek może być jak nowo narodzony. Nie znika tylko blada skóra jak u anemika, podkrążone oczy. Ale to niewielka cena za to, ile się z siebie dało. Kolejna wizyta czeka mnie zaraz na początku marca. Niestety zważywszy na to iż luty jest niepełnym miesiącem muszę czekać dłużej. Jednakże luty ma w sobie coś pięknego. Walentynki, moje urodziny, co ma jeszcze luty? O śnieg może wreszcie spadnie! W lutym też wypadają mi ferie, więc nie może być źle. 

 

Tutaj z tego miejsca – gorąco zachęcam Cię do oddawania krwi! Tak niewiele, ale robi niewyobrażalnie dużo dla kogoś w potrzebie. 
Gdy znasz swój cel, a każdy drogi tej broni
Myśląc, że w ten oto sposób Cię ochroni
Brniesz naprzód, by sprzeciwić się innym
Do tego nie czujesz się niczemu winnym
***
Wina nie może spaść na Ciebie jak krople purpurowej krwi
Krwi szlachetnie przelanej! Na przekór śmierci, która drwi
Z Twego poświęcenia, myśląc iż to i tak niczego nie zmieni
Ale Ty właśnie rzucasz na tą śmierć niezliczoną ilość cieni
***
Stać się bohaterem i ten jeden raz o sobie zapomnieć
Zrobić coś dla drugiej osoby, i o nic się nie upomnieć
Przyćmić blask kostuchy, która ciągle na kogoś czeka
***
Jasno sobie powiedzieć, że egoizmu się wyrzeka
By oddać część siebie, by życie komuś zwrócić
I mając ten argument znów możesz się kłócić
 
Wyzbyć się strachu. Przeskoczyć kilka kłód
Leżących tuż u Twoich stóp. Zaspokoić głód
Nie dający Ci spokoju. Być nasyconym lecz
Wewnętrznie głodnym – w tym cała rzecz
***
Wiesz jak wiele możesz zrobić. Wystarczy
Wstać i iść. Uratować system gospodarczy
Nieco inny niż ten Tobie znany. (Obarczy
podzięką )- wrócisz z tarczą, nie na tarczy
***
Czy rozumiesz, o czym mówię? Tak?
Czekasz na znaki, być może to jest taki znak
Wiele wymagam, lecz także o wiele proszę
***
Od państwa dostaniesz tylko marne grosze
Lecz nagroda jest inna, już płynie w żyłach
osoby, która chodzi już o własnych siłach

Ujmę wszystko w najprostszym słowie
Jest kropla, jak też i życie w tej kropli
Płynie w rękach, nogach oraz głowie
Topi lód w sercu i tysiące topi sopli
***
Kropla krwi – od siebie ją oddzielić 
Kropla krwi, którą także możesz dać
Czarne plamy na historii tak wybielić
I nie musisz się konsekwencji już bać
***
Zrób coś dobrego, po prostu, ba! Mowa!
Rób coś dobrego, by zacząć od nowa!
Teraz wiesz w jakim kierunku iść
***
I nie bądź jak na wietrze liść
Zmień się na lepsze – i tego trzymaj
W swych zmianach na lepsze się utrzymaj

 

 

 

Poczucie humoru – pytania z aska

Ostatnio dostałem serię pytań na stronie ask.fm (
http://ask.fm/iwansaproszkow
), oraz od moich znajomych. Na pytania odpowiadać lubię, choć zdziwiła mnie nieco ich forma i odniesienie. Teraz się rozpiszę tutaj… całość odniesie się niejako do mnie i mojego zachowania, dlatego tutaj rozwinę myśli tam zawarte. Otóż wiele osób zadziwia to w jakim związku jestem, co robię, jak też niektórzy biorą mnie za Boskiego Alvaro…

 

Wszystko to jest dość mylnym rozumowaniem. Związek mam wspaniały, tu nie mogę choćby jednego złego słowa powiedzieć (oj a narzekać lubię jak nikt inny!!). Pełne zrozumienie bez używania słów, zero kłótni czy fochów, takie same myśli i zachowania w określonym czasie. Jestem z osobą, która różni się ode mnie tylko jedną rzeczą… Jest niewyobrażalnie dobra, ma naprawdę dobre i czyste serce – jest spokojna i miła. Taki mój anioł! Anioł, którego bardzo potrzebowałem… Odnalazłem szczęście i to obustronne, piękne szczęście. Trwam w miłości, której nie porzucę, której łatwo nie oddam! Musiałbym być niesłychanym debilem, by porzucić to, dzięki czemu żyję! Właśnie dzięki mojej ukochanej zostałem wyrwany z próżni, podniosłem się z samego dnia, i jestem teraz wysoko ponad chmurami – w niebie, w raju. Właśnie tutaj drzazgą w oku jest dla wielu mój brak kłótni z dziewczyną, czy też moje podejście do innych osób…  Jakie to podejście? Z każdym potrafię się dogadać, niezależnie od wieku czy upodobań danej osoby, z każdym żartuję – ale to się nie podoba innym. Bycie w związku to nie jest pilnowanie drugiej osoby, a samego siebie! Wszystko bazuje na zaufaniu, i poznaniu drugiej osoby. Jestem oddany w 100%, ona mnie również zatem… Zatem zazdrosny jestem i owszem – zazdrośnik ze mnie straszny, ale dla mnie zazdrość to nie podejrzewanie o zdradę czy coś w tym stylu. Zazdrość dla mnie jest potrzebą bycia z tą osobą – silną tęsknotą, która nieustannie nakazuje mi myśleć o niej. Nie muszę pytać gdzie jest, co robi ani z kim się obecnie znajduje -sami to sobie mówimy. I każdy wie, że lepiej mnie nie okłamywać… Kiedyś wspomniałem o moich zasadach, którymi się kieruję – jedną z nich jest, jak ja to mówię „zasada jednej szansy”. Jeżeli ktoś mnie okłamie, zawiedzie – to zrywam kontakt, albo dana osoba traci w moich oczach jakąkolwiek wartość. Wiele od siebie wymagam, ale jeżeli chodzi o zaufanie, to równie wiele wymagam od drugiej osoby. Dlatego związek, w którym jestem oparty jest na trzech filarach nie do wyłamania – przyjaźni, miłości i zaufaniu. To wystarczy do tego, by być szczęśliwym. Dlatego nie jest postawiony sztywny mur dzielący od świata zewnętrznego. I teraz punkt drugi, moje podejście do innych osób -  jak wcześniej zacząłem… Żartuję ze wszystkimi i to całkiem dwuznacznie, nie przeczę padają różne teksty czasem nawet cenzuralne – ale wszystko opiera się wyłącznie na żarcie, który jest akceptowany przez obie osoby. Uważamy z dziewczyną tak samo – a mianowicie, że żarty to nie zdrada. To że się z kimś żartuje, nie oznacza iż należy być z tą osobą w łóżku… Takie rozumowanie sprawi, że zaistnieje bariera międzyludzka, każdy będzie bał się odezwać do drugiej osoby… Tak jak wspomniałem: bycie w związku to nie jest pilnowanie drugiej osoby, a samego siebie – dlatego pilnuję granic… Granic, których nie przekroczę za żadne skarby! Dlatego w moim pojęciu jest różnica pomiędzy słowem a czynem! Żarty typu „widzimy się u Ciebie wieczorem… ]:->” nie oznaczają, że będę spędzał noc u danej dziewczyny, czy danego chłopaka. A swoje żarty kieruję właśnie do obu płci (choć każdy mnie zna z niebywałej nietolerancji, tak w żartach sam czasem udaję homosia i się wygłupiam ze znajomymi). Może właśnie przez dystans do samego siebie mam taki dobry stosunek do ludzi, którzy doceniają mnie i mój dziwny dość humor.

Każdy lubi się uśmiechnąć, a ja tylko w tym pomagam.

Myśli pogubione

Rozdział I
Rozterki wewnętrzne…

   Miłość – czymże ona jest? Słowem bez pokrycia w uczuciach? Jeżeli tak to czemu miota tak mymi myślami, targa uczuciami?! Wariuję przez nią, w spokoju nie usiedzę… Szukam miejsca, w którym mógłbym się schować, zapomnieć…  Czy miejsce takie istnieje? Czy ucieknę przed czymś co i tak jest nieuniknione? Czy można porzucić to co było, to co jest – siebie samego potępić, ale w imię czego?  W imię uczucia, które nas łączy, w imię myśli które nas spajają?!  
Czy przeskoczenie granic pozwoli nam cieszyć się sobą wzajemnie? Jeżeli nasza miłość jest zła? NIE! Tej myśli nie zdzierżę! Chcę być z Tobą! – Muszę! – Pragnę tego! Zali jest dla nas inna przyszłość niźli ta miłość?! Blokuje mnie umysł, blokuje mnie ciało, duch mój jest wolny, gna do Ciebie nieustannie! Jest blisko, czuję to! Czy zostanie przyjęty? Czy odnajdzie Cię idąc tędy? To od Ciebie zależy! – Daj mu drogowskazy; niech dotrze do Ciebie, lub niech błądzi przez wieki! Niech do mnie nie wraca – to trud jego zbyteczny!
    Czemu te pytania mnie tak męczą, żyć mi nie dadzą – Tylko dręczą! Dręczą nieustannie ! – Takie w mym sercu budzą przesłanie „ Kocham, pamiętam!  –  Niech te słowa, te myśli duszę Twą trudzą!”  Duszę się pośród zgiełku mych myśli to co na papier przeleję wnet mi się przyśni! A może to nie sen, może to jawa! Lecz nawiedza mnie niczym zjawa, niczym mara straszna! Pojawia się i znika! Ściany mego umysłu przenika… Ręką mą każe chwycić za pióro i kreślić litery, zdania, wyrazy – całe poprzednie me myśli czarnym atramentem skreślić… Nie jestem sobą,  pośród mórz i wzgórz jestem Tobą, a Ty mną!
    Serce me! Czemu mi dyktujesz warunek ten! Czemu każesz kłaść mi się z bólu?! – To nie jest ból wynikający z trudu! To cierpienie wynikające z tęsknoty! Serce me – nie stworzymy wspólnoty! Rzucę się wraz z rozumem w tonie miłości, nie potrzebuję żadnych włości! Me pragnienie miłości nie wyrządzi nikomu przykrości! Zrozum to Serce, tak jak ja rozumiem Ciebie! Daj mi wytchnienie! Na moment, na sekundę – więcej sam nie potrzebuję!
    Rozumie! Serce goni mnie ku trumnie! Wstaw się za mną – powiedz tylko DOŚĆ! Czemu mnie nie słyszysz mój drogi? Czyżbyś i Ty się ode mnie odwrócił?! Powiedz że jest to nieprawdą! Zawsze po ziemi kroczyliśmy twardo! Wybieraliśmy najtwardszą drogę, a Ty mi teraz podstawiasz nogę?!  Zawsze sobie radziliśmy, a Ty mi dziś mówisz: „Już skończyliśmy…”?!
Losie! Zatrać się w mym głosie! To rozpacz mnie do ciebie przysyła! – Rozpacz mnie wyżyma! Czyżbyś i Ty maczał palce w tym  i odcisnął je na mej kartce?  Karcie życia, mej historii… O czym mówię?! O miłości nie do spełnienia, nie mam predyspozycji do samouwielbienia… Skąd bierze się mój osąd? – Z intrygi którą wspólnie stworzyliście na mą niedole! O zorze! O niebiosa! Czas chwycić za wiosła! Przyszedł początek mej mordęgi, mej drogi! Czy samotnie jestem w stanie przebrnąć przez me życiowe męki?  
Wszystko jest inne niż było do tej pory! Me myśli, me życie… Kim ja teraz jestem? – Rozbitkiem na tratwie ! – Wolałbym być na najgorszej łajbie, ale czemu jestem na tej tonącej tratwie? –Jestem rozbitkiem  poszukującym zaczepienia, odpowiedniego kierunku… Zaraz! Znalazłem! Patrząc się na Ciebie dostrzegłem szczęście! Szczęście, którego mi przez cały czas brakowało! Ale cóż to?! Mój rozum, me serce, mój los… – Czemu dzierżysz to w swych pięknych dłoniach?! Czyżbyś spodziewała się mych uczuć? Czyżbyś specjalnie paktowała o me życie z nimi?
     Dość! Biegnę w Twą stronę bez obawy! – Czemu biegnę w miejscu, cóż to za żarty? Może jestem po prostu niezdarny?! Nie!  -To znów te czary!  Chcę uciec od Twej mary! Życie mi miłe, ale będzie takowe dopiero przy Tobie, a nie przy Twym sennym wytworze!  Czemu wszyscy mną pogrywają? Cóżem komu zawinił? Czyżem kogoś o coś niepotrzebnie obwinił? A może kogoś żem potępił przedwcześnie i teraz mści się na mnie nikczemnie…  Nie potrafię sobie odpowiedzieć, może to czas by zajrzeć w przeszłość i się tego dowiedzieć… Czemu się dręczę? Czyżbym miał sobie coś do zarzucenia? Może to była chwila zbędnego uniesienia…
Dość tego myślenia! Trzeba się wziąć do pisania niniejszego dzieła! Może zbiorę kilka myśli, ewentualnie coś się mi przyśni. Na dziś koniec myślenia, tym samym smutnego i bezowocnego biadolenia!

II
Wewnętrzne rozbieżności

    Mówię sobie w duchu: „Już po strachu!” – minęła ciężka noc. Wyglądając przez okno dopatruję słońca promieni -  jednego chociaż promyka który życie me na lepsze zmieni, rozweseli choć trochę… Lecz zamiast radości dopatrzyłem się powodów do złości… Skąd bierze się ma złość? – Przez miłość i moją niemoc jej spełnienia. Czuję jakby spod stóp uciekała mi ziemia… Zmienia się bowiem bez przerwy mój punkt widzenia… Niezmienne pozostają jedynie moje nerwy. Czas, który powinien leczyć rany tylko je pogłębia – mam teraz w sercu bruzdy nie do wypełnienia…  Żyję i przeżywam miłość nie do spełnienia. Lecz czy tak jest naprawdę? Czy to tylko umysł podpowiedział mi tę chorą gadkę? To wszystko zależy ode mnie! – To jakich ma osoba decyzji się podejmie! Czy dotrę do miłości, czy zaniecham swej wolności… – Bo w końcu nie ma wolności bez miłości. Każdy dzień rodzi pytanie: „Czy czas naszej miłości wreszcie nastanie?”
    Co ja tu robię? Czemu nie szukam tego co zagubione? Zatracone w toniach smutków – Może znajdę Cię przechodząc obok tych starych buków, które pamiętają wiele zakochanych par. Może to dar! Czuję Twą obecność przechodząc przez ten jar. Zapach rosy, mchu, drzew, budzą we mnie pewien zew… Chce ze mnie wyskoczyć lew, ostać na tych zboczach, na zawsze zapatrzyć się w Twych pięknych oczach…  

III
Więzień własnego umysłu…

   Czemu me oczy są podkrążone? Czemu zasnąć nie mogę? Co zaprząta swobodę mą? Ciągły potok myśli, kilka prostych słów aby te myśli opisać… To nie talent, to nie dar – to pułapka! Strzeż się jej… Ludzie mi gratulują, wtórują mym pomysłom, urąga to mym zmysłom… Nie potrzebuję pochwał, zasług, orderów, masy wyznawców! – Pragnę mieć choćby jednego, ale wiernego czytelnika, który pojmie mój problem, wspomoże… Może to być jedna czytelniczka, byle bliska niczym ma siostrzyczka. Jako jedynak zbratałem się jedynie z mym umysłem (przyrodnim bratem) – to był dobry pomysł! – lecz tylko pozornie… Umysł, który miał oświetlać mi drogę pośród ciemnych zaułków głupoty, próżniactwa, odgonić złe myśli – inny, mroczniejszy plan sobie obmyślił… Zawładnął mną nikczemnik! Dyktuje zdania nierealne, nie wiem teraz co jest jawne, a co powinno zostać zakopane pod ziemią tajemniczą… Ale on spokojnie mnie zatruwa, by na koniec zaproponować układ: „Pisz co rozkażę,  a dam Ci wolność…” Lecz w obietnicy tej jest pewien haczyk – kruczek pisany drobnym maczkiem – ma wolność jest chwilowa, a gdy znów zapragnę nie złota a uczucia ten przyjdzie i odbierze co mi pozornie dał! A to cham! Ale złota mi nie potrzeba, ono nie da mi spełnienia, nie oczyści sumienia, nie zaznam przez nie wyzwolenia. Czy to taka moja dola? Być buntownikiem w samym sobie aby sercu dać chorągwie? Chorągwie wolności i miłości – niech się prości tej miłości… Gdy bez sił padnę na kolana, zapnę ostatnie guziki mego fraka, aby odejść z godnością podczas tej walki nierównej, od przechodniów jedynie usłyszę:  „Ludzie patrzcie co za pokraka! – Nie wyprasował swego fraka!”. Czy mam prawo dziwić im się? W zupełności nie… Cóż to za wojownik, który walczy o wolność i ginie bez wieści w wygniecionym stroju?! Nie poprawi nic już mego nastroju!

IV
Odnaleźć siebie
w swym więzieniu…

   Całe życie chylę się ku zadumie… Zaraz! Czemu leżę w trumnie?!  Chyba myślenie mi nie służy… Może lekarstwem jest drogi zmienienie… W trumnie się kłaść to jeszcze nie czas! Teoretycznie mógłbym z czegoś spaść… Ale skąd? Może z mego łóżka! – Co tam zwichnięta nóżka! Muszę choć na moment ograniczyć myślenie, cóż tam  wewnętrzne spełnienie! Potrzebuję chwili spokoju… Co do mnie mówisz? Nie jestem dziś w nastroju… Wybacz, przebacz swego gniewu na mnie zaniechaj! Nie gniewaj się, tylko uśmiechaj! Bo śmiech to zdrowie, lecz nie przy mojej chorobie… – Ja po prostu muszę być przy Tobie! Widzisz inne rozwiązanie? – Wyjaw mi je skarbie… Czemu szykujesz mi posłanie? Czyżbyś takie widziała rozwikłanie? Mój koniec przewidujesz i perfidnie mówisz: „Swe życie finiszujesz!”
Stop! Miał być koniec myślenia! Czemu ciągle szukam powodów do siebie zadręczenia? Ciągle zadaję pytania, lecz brak mi obadania w odpowiedziach… Może zbyt mała jest ma wiedza? Kto to pytanie stwierdza? To nie pytanie! – To twierdza! A twierdzy tej murów nikt nie obali! Nikt z tutaj obecnych na sali! A miecza kto dobędzie, swym istnieniem dowiedzie jedynie jakim błędem jest w tym trybie…
   O jakim trybie mowa? Tryb to życia wolna droga! Skoro taka Twoja wola podnieść miecza ciężką klingę! Spróbuj ostrze skierować jego ku soborze – życia sprawiedliwość Cię dopadnie! Gdy przyjdzie Ci mieszkać w oborze i tam życia ostatnie fragmenty wypełnić . Życie rzuci Cię w swe odmęty, tylko tyle w locie krzykniesz:” Życie sądzi sprawiedliwie!” Ale już za późno będzie! Odleciały już łabędzie a wraz z nimi smutna Twa dusza…
    Co Cię oswobodzić może? Dobra kusza, która łabędzie zestrzeli a Ciebie na poły rozdzieli: na dobre i złe Twe uczynki podzieli… Lecz nie jest to festyn ani dożynki, tutaj zbawienia nie wygrasz… Skąd ma rozległa wiedza? To nie wiedza a niewiedza nas tutaj bracie przygnała… Dała drugą szansę, ale ja jej nie widzę, może Ty ją dostrzeżesz nim w nieznane krainy odejdziesz… Jak mam na imię? Nie wiem sam, tyle spędziłem tu lat… Ta pustka, ta cisza i to ciche wołanie utworzyły w mym mózgu zdanie: „Czy ja jestem prawdziwy? Czy żyję? To nie sen to nie życie – to dziwy najdziwniejsze!”
I tak oto jesteśmy zawieszeni w tej dziwnej przestrzeni… Nic nas nie uchroni, chyba że podjęcie drogi właściwej! Drogi ciężkiej ale nie zbytecznej – bo to w jej ciężarze leży nasze odkupienie. Odrzucić musimy myślenie, poddać się temu co w nas drzemie i swe życie przejść na nowo – nie podchodząc do niego tak rozumowo a trochę bardziej uczuciowo…
  To są me przemyślenia, odkąd trafiłem do tego więzienia… Jakiego więzienia spytacie? Do więzienia mego rozumu – i oto  odpowiedź macie. Rozum mnie więzi, nie pozwala utworzyć z nikim więzi, a serce temu przeciwne buntuje się, ale niczym to nie skutkuje…  Rozum nie próżnuje w tej walce – cała sytuacja nie zmierza ku bajce i jej szczęśliwego zakończenia – serce z rozumem nie będzie mieć porozumienia… Oto podstawy  mego więzienia – brak porozumienia! A czy próbowałem wyrwać się z baszty i mej komnaty? Tak! – Lecz były to tylko żarty… Nie da się uciec, jestem zbyt zażarty by się do tego przyznać i ciągle próbuję… Jedyne co zyskuję to myśli, którymi się stresuję. Już nad tym nie panuję tylko nieustannie się dołuję. Me nadzieje są złudne, dla mnie samego jest to zbyt trudne! – Może Ty zechcesz mi pomóc?

V
Gdy poznałem Ciebie…

    Wciąż marzyłem o tej chwili! Nie myślałem jednak że może się ona spełnić… Popełnić teraz błąd… – Uciekniesz mi stąd, daleko… Gdy Cię spłoszę to zapewne poproszę abyś wróciła, znów się tu osiedliła. Lecz czy mnie wysłuchasz? W rytm mego serca się wsłuchasz i pojmiesz me uczucia? A jeżeli tak się nie stanie? W mym sercu pozostanie jedynie rozczarowanie… Ale czemu zrazu zakładam najgorsze? Może to wydaje mi się najprostsze… Muszę dać cos od siebie! W końcu i tak wszystko co robię, robię dla Ciebie! Bronię się przed prostotą – jestem osobą wymagającą nie tyle od innych, co od siebie samego.  To nie wysokie ego – to wiara we własne siły!
Deszcz zaczął padać, a Ty się uśmiechasz… Czy na coś czekasz? Chodźmy! Ty pod mym płaszczem, a ja sobie jakoś poradzę… Czemu skaczem my? Z radości! Drwijmy z posępności! Mamy siebie, cóż nam więcej potrzeba do spełnienia? Może jedynie kilku słońca promieni, co nas jeszcze bardziej rozweseli! Ale my już jesteśmy najszczęśliwsi, po co nam inne myśli…
Jestem przy Tobie, a Ty przy mnie! Swymi włosami mnie okrywasz, ja jedynie myślę „Chłopie! Życie na nowo wyrywasz!”.  Ja się Tobą zaopiekuję, a na pewno ze wszystkich sił spróbuję! Pragnę Twej bliskości! Nie mam żadnych posiadłości, cennych włości, majątków nieocenionych mam jedynie kilka pomysłów niedocenionych i uczucie, którym mogę Cię obdarzyć… Jeżeli Ci to wystarczy i zechcesz mi pomóc tworzyć, postaram się otworzyć dla Ciebie drzwi do lepszego świata. Świata w którym nikt nikim nie pomiata, gdzie uczucia to nie matnia, gdzie nikt nie wie czym jest apatia. Miejsce to jest bez stresu z jednego tylko powodu – nikt nikomu nie sprawia tam zawodu…
Ludzie cierpią przez brak opanowania, a wystarczy inicjatywa porozmawiania. Większość konfliktów prędko można zażegnać, jeżeli nie – ludziom przychodzi się pożegnać… Nie robią jednak oni tego z klasą, myślą jak uciec by zabrać się z jak największą kasą…

VI
Czas…

   Czas nieustannie nas gonni… Kimże jesteśmy w tej pogoni? Wciąż zapominamy o naszej roli… Nie pomożemy przechodniowi… Zaraz! Sami sobie pomóc nie potrafimy, sami do celu nigdy nie trafimy! Myślimy, że jesteśmy wyjątkowi, a tak naprawdę poddajemy się zwykłemu przypadkowi… Jedyne co nas różni to sposób myślenia – dla wielu jest to ciężar nie do uniesienia… Jedyne co nas łączy to działanie czasu na mnogość naszych złączy… Czas nas nie połączy, sami musimy tego dokonać! Wszelkie bariery pokonać, nie możemy się jedynie klonować! Swe życia raz jeden przewędrować… Po co nam kilka szans skoro i tak stracimy czas na analizowanie naszych błędów, lub będziemy szukać wykrętów, aby o tych błędach zapomnieć… Nie ważne czy zamieć czy też upał nastanie – ludzka głupota nigdy nieustanie… Nie jestem idealny staram się być wyrafinowany w swej prostocie, pisarzem o niskim locie… Pióro i kawałek kartki oto najlepsze zadatki na stworzenie siebie samego – tyle że trochę innego, lepszego a może gorszego. Zależy to od czasu, który nas zmienia, rozprzestrzenia nasze myśli, lecz niczego za nas nie wymyśli… Myślenie jest pozostawione nam – istotom najmniej do tego powołanych…  

VII
Oczy…

    Idąc po mieście widzę wiele wpatrzonych we mnie oczów. Poniekąd zauroczonych a nawet zmrożonych przez dreszcz emocji. Ludzie nie są jednak świadomi tego na kogo spoglądają. Nie spodziewają się prawdy, nie zauważają jej, nie chcą tego uczynić… Mijają nie człowieka, a jego wrak! Dziewczyny są zauroczone nie w normalnej osobie, a w człowieku rozbitym, wręcz przebitym na wylot smutkiem. Jestem tonącym statkiem… Tyle że zatonąć ani wynurzyć się nie mogę. Coś mnie trzyma, ale nie ma wystarczająco siły by mnie podnieść. Ale ludzie mylne mogą o mnie wrażenie odnieść. Tyle oczu, ale żadne nie potrafią zajrzeć w głąb człowieka… Zaraz! Widzę jak komuś drga powieka! Czy to znak? Ale tych oczu jest zbyt wiele, jakby ktoś rozsypał mak… Mnóstwo drobnych plamek, ale żadnej pomocnej dłoni. Może oni czekają na mój kres? Aż podwinie mi się noga…
    Nie jestem po winie, jeszcze kontaktuję! Wstanę i zaatakuję! Ale kogo? Zacznę od siebie! Sam sobie jestem wrogiem największym, sam sobie nie ufam i sam sobie nigdy nie pomogę! A może nie mogę? Tak! W rzeczy samej! Marnej to doczekałem się przyszłości…Zero wyrozumiałości! Mam w sobie siłę, ale jej nie wykorzystuję… A może zwyczajnie tu nie pasuję? Wszakże mentalnie jestem z przeszłości, lecz me myśli zwracam ku przyszłości! – Dla dobra ludzi, ale ciągle ktoś marudzi… Starań nie doceniają, do „sprawiedliwości” się uciekają… Jestem srogi, ale to są moje przestrogi, które wbijam Wam w boki niczym ostrogi… Prawda Was w oczy kole: „Ciągle gonicie w błędnym kole: pieniądze, władza, pieniądze…” Czemu to pieniądz zaślepia Wasze oczy? Życie dla Was sepia… – Póki nie macie pieniędzy, widzicie jak tarzacie się w nędzy… – Gdy macie fundusze, to wszyscy inni przy Was to słabeusze… Dziwna kolej rzeczy, wszakże czy biedniejszy nie może być bogatszy? Nie są Wam znane słowa: „uczucia”, „mądrość życiowa”, „prawdziwe szczęście”, „prawdziwi przyjaciele”, „prawdziwa miłość”…

VIII
Noc…

    Gdy przyjdzie noc, a swym mrokiem okryje moje myśli. To swym wzrokiem wybiegnę dalej niż zazwyczaj… A gdy wraz z nocą przyjdzie chłód i mój spokojny chód nikogo nie zbudzi, to przejdę się szukać myśli które za dnia pogubiłem… Czemu ich szukam? – Ponieważ zgubiłem się wraz z nimi… Noc przynosi mi spokój, którego za dnia zaznać nie mogę. Pokój, jego cztery ściany jest tak jak mój umysł – cały czarny – wszędzie mam zapisane jakieś notatki.  Oto całe moje manatki – życia zapisane kartki. W nocy spać nie mogę, myślę i myślę, dopóki ze zmęczenia nie padnę… Pomogę każdemu, ale sobie pomóc nie potrafię.

IX
Pożegnanie…

    Żegnam Cię zatem! Nie miej mi tego za złe… Muszę ruszyć przez życia szlaki – ale nie przy Tobie, a samotnie… Zmuszę się do życia, do zmienienia mego bycia… Ale nie obędzie się to bez uczuciowego odbicia… Słyszę już tylko paniczne serca bicia, ale wiem że serce to jest nie do zabicia! Smutki tego serca zaś są nie do zapicia… Miłość poszczuta nieszczęściem  to podłość… Uwolnić się od zła które niesie ta miłość – jest to rzecz mała… Lecz w swych konsekwencjach jest ona obrzmiała. Nie czuję już sponiewieranego przez los ciała, nie czuję radości, dzięki której nie widzę podłości, nie czuję miłości – pchną mną jedynie mdłości życia bez radości. Co robi me serce? Pości jedynie… Potrzebuję czasu, którego nie posiadam, potrzebuję . Okrutne knuję plany w mej głowie, w mowie tego nie przejawiam – Wciąż się czegoś obawiam… Wąż ze mnie przebiegły!
I tak oto biegły me myśli, szarpały się w serca rozpaczy. Tylko moje oczy mogą powiedzieć prawdę… Wiedzieć należy że to oczy odzwierciedlają nas samych – prawdziwych, kosmatych… Otartych o życia skały, przy nich człowiek jest taki mały… Śmiały zaś jest w swym działaniu, nie myśli o poddaniu się! Myśli o skradaniu się, życia podejściu, zetknięcia się z nim dopiera na zawiłym i ciasnym przejściu.. Człowiek nie myśli o odejściu od swych zamierzeń – ucieka się jedynie w stronę wierzeń. Wierzenia to nic innego jak marzenia – o tym jak stać się kimś, kim być sami  nie potrafimy…  Nie było mi dane wierzyć, bez tego potrafię mierzyć… Mierzę wysoko, tam gdzie ludzkie oko nie sięga, a człowiek się jedynie zagłębia w lekturze drugiego człowieka… Błogiego uczucia dane było mi dostąpić, ale nie potrafię od daru mego życia odstąpić! Czy godnie byłoby tak postąpić? Jedynie zostaje mi potępić to co jest we mnie złe, nieuleczalnie chore… Maniakalnie poszukuję sposobu na uratowanie obu naszych dusz… „Rusz się wreszcie!” – Powtarzam to nieustannie, przerwy są gdy przenikam z jednej pustki do następnej…
    Pustki – to przestrzeni niewypełnionej,  ciche i bezdenne wymiary jak otchłanie mego mózgu, w których sam się zatracam, lecz tak szybko z nich nie wracam… Jeżeli już powracam to tylko na moment, zaczerpnąć tchu i znów nurkuję w te martwe tonie… Robię to potencjalnie w swojej obronie, lecz ślepo zawierzam każdej wronie mych myśli… Wszystko to kieruje mnie ku kolejnej wojnie! – Znów pozostanę osaczony! Naznaczony przez tych którym nie jestem i nie będę podległy! Nigdy w stosunku do nich nie będę uległy!
    Nie jestem ślepy! Nie jestem też głuchy! Nie boje się żadnej kostuchy! Denerwują mnie jedynie muchy lgnące do tej kostuchy! Żadne duchy nie są mi straszne, marznę jedynie  w ich towarzystwie… Diabły z widłami nie są żadnymi straszydłami… Wszyscy są braćmi i siostrami, z którymi każdy się zbrata… Ale to nie jest jeszcze czas mojej przyjaźni z nimi! Waśni też nie potrzebuję… Wystarczy że im za nadto współczuję…  Czasem z nimi potajemnie współpracuję! Rozmawiam z nimi o życiu tak jak o drogi przebyciu w oparciu, lub natarciu podczas rozmowy… Nie mam żadnej wady wymowy, jednymi słowy ciągle w nocy słyszę sowy, widzę ścięte głowy – oto owy mój przypadek! Chore myśli… Domek z kart gotów runąć bezwładnie… Ja tylko czekam aż opadnie, załamie wewnątrz samego siebie… Tak jak ja – Załamany, zmiażdżony i poraniony przez natłok tego co na mnie upada… Jedna jest rada i jedna prawda! Trzeba wstać!
Psia moja mać! – Wszystko zniszczyłem sam i sam będę musiał ponieść tego konsekwencje!  Złe są me intencje! – Nie zwiążę się z nikim, nie ważę się skrzywdzić drugiej osoby… Lecz wiem, że samotnie nie spędzę choćby jednej doby… Nie chcę usłyszeć od Ciebie: „Kocham Cię mój luby” – ja nie chcę Twej zguby! Wsadźcie mnie w dyby i samotnie zostawcie: nie pomagajcie mi, nie litujcie się – odwróćcie się i pójdzie w swoją stronę…

X
Pragnienie życia…

    Żyć pragnę w spokoju niezachwianym, nutą tajemniczości owianym. Twórcą jestem marnym! Lecz w myśleniu niezażartym. Nie chowam się przed światem niezbadanym, w skomplikowanej prostocie niezjednanym…Jestem mistrzem w myśleniu niebanalnym! Obalam ówczesne stereotypy! Wszyscy inni przy mnie to nieudane prototypy… Ja jedynie życia nie potrafię złożyć do kupy. Dni to dla mnie mury nie do przeskoczenia, lata to chwile odosobnienia. Szykuję się do ciężkiego ciała podniesienia, mymi słowami do ludzi trafienia. Siebie samego potępienia w myśl mojego założenia: „Jestem drobinką miotaną przez życia wiatry”. Swe życie już dawno przegrałem ze śmiercią w karty, co sprawia iż już jestem nic nie warty… Śmierć – to dobry przyjaciel!  Rzecze do mnie: „Marzyciel z Ciebie, ruszaj zatem ścieżkami życia swobodnie i tak kiedyś staniesz po mej stronie… Masz plany, brak Ci jedynie w siebie wiary…”
Nękają mnie za to koszmary – niezliczone od życia dary! Jednego, najcenniejszego podarku niestety nie widzę! Widzę jedynie siebie siedzącego, zamyślonego… Wprawiłem się w rolę myśliwego – lecz zamiast zwierzyny staram się upolować uczucie! Mam dziwne przeczucie, że prędko mi się to nie uda… Pożre mnie krocząca za mną nuda i schematyczność mych działań – dziwna to przypadłość! Lekarstwem na nią jest podarek wcześniej wspomniany, którego wziąć samemu nie można – miłość… – To może dać jedynie oddana kobieta, wierna żona – wymarzona istota, odnaleźć taka trudno, lecz bez niej opadnę na samo dno… Zaraz! Ja już dna dosięgłem, zemstę na sobie poprzysięgłem, celu jednak dalej nie osiągnąłem. Na podium szczęścia nogi nie postawiłem, jedynie mym pragnieniom dzielnie czoła stawiałem! Ducha mego na zgubę posłałem! W ręce nieznanej miłości go oddałem! To od niej zależy czy ciało me nie stanie na skraju wieży, nie skoczę…
Po jasnej życia ścieżce kroczę, a gdy skoczę zatrę to co do chodzenia mnie zmuszało – to na czym mi zależało – stracę kontrolę nad wydarzeniami! Lecąc w dół zasłonię się ramionami, upadnę uderzając o ziemię kolanami… Nie paktuję z nieczystymi siłami, nie złagodzą one mego upadku! Pomalutku jednak dostrzegam, że z tym światem się tak prędko nie pożegnam! Nie spieszy mi się nigdzie, jedynie samotność mnie peszy… Cały mój majątek to kilka wierszy, parę stronic opowiadania i psychika do zbadania…
   Napisałem już na biegu stosowne pożegnania, jednak nie odzwierciedlają one prawdziwego przebiegu moich wyborów… Było to jedynie dla zachowania pozorów, ustalenia sobie jakiś wzorów… Były to plany, lecz co drugi wydawał się nierealny! Pozornie naturalny jak życia polany… Normalny był jeden – być sobą i według swego sumienia zakończyć wszystkie rzeczy rozpoczęte… Ucięte plany scalić, całe zaś bez śladu spalić… Tak oto siebie chcę obalić, z tronu podłości zrzucić, sznur na szyję dawnemu sobie zarzucić, nowemu i lepszemu   miejsca ustąpić! Wypić lampkę wina i tak zwycięstwo dobra uczcić, wszelkie złe myśli porzucić, tymi dobrymi się radować! – Wszystko to aby swe życie ratować…

XI
Wizje…

   Widzę przyszłość daleką… Będzie ona istną męką… Każde istnienie skazane będzie na śmierć… Każde istnienie będzie niewybaczalnym błędem w przyszłym systemie, zakłóceniem w prostym rytmie… – rytmie komputerów, taktowania ich procesorów, „oddychaniem” ich sensorów! To ostatnia szansa by walczyć o przyszłość ludzi! Niech każdy z nas choć przez chwile się myśleniem potrudzi! Rąk sobie tym nikt nie ubrudzi, zapewniam… Trzeba ochronić przyrodę, ludzka prawdziwa urodę, ustabilizować pogodę, wykreować nowa modę! Walczmy nie ze sobą wzajemnie, a przeciw naszym niecnym celom… Sobie lepszego życia nie zapewnimy, zapewnijmy je naszym dzieciom! Nie mogą one kontynuować naszych błędów, nie chcemy przecież ich wybitych zębów, nie chcemy zwiększać populacji wdów – Musimy ujrzeć nie słuszność naszych celów, tylko ich następstwa czasowe – czemuż winne i zadłużone jest każde niemowlę? Bardziej dbamy o „hodowlę” naszych arsenałów, nie myślimy nawet o dziecka dożywianiu… Nikt nie pomoże ludziom w tym zmaganiu, ludzie sami powinni sobie pomagać, lecz spada to na barki tych, którzy nie mają nic, a wiele potrafią ze swej strony ofiarować! Potrafią dawać nie żądając niczego w zamian! A Wy – psubraty ?! Potraficie kręcić jedynie na siebie baty – to Was nęci – zapisanie się ludziom w pamięci! Jestem zawiedziony postawą mego gatunku – człowieka istoty „mądrej” – Chcę tylko krzyczeć: „RATUNKU” Lecz to nie ja potrzebuję teraz pomocy, a ludzie głodujący…
Maszyny obliczą nam dawki jedzenia –wydzielą racje pożywienia… Świata skupienia chcą w swych złączach… Zawładnąć wolnością i umysłami – wielu jednak pogodzi się z  tą przyszłością, lecz ci nie grzeszą mądrością… Wiele za nich zrobić nie możemy, wszakże myśleć za nich nie będziemy! Do walki się przygotujemy,  działanie buntu rozpoczniemy i będziemy go prowadzić, póki wszyscy nie zginiemy! Może chociaż część naszego celu osiągniemy! Uda się to jedynie wtedy gdy ramię w ramie obok siebie staniemy! Razem po upadku powstaniemy! Jednak o tym czy przeżyjemy – sami zadecydujemy…
    Czytając to powiesz: „Mnie to nie dotyczy, w brednie nie wierzę!” Do wiary nikt Cię nie zmusza… Pytanie tylko czy interes świata Twe serce porusza… Wyjrzyj przez okno i zobacz ile osób siedzi przed komputerami – są oni w większej mierze nałogowcami! Komputery już teraz wpływają na ludzi, maszynom nigdy się to nie znudzi… Możesz się sprzeczać, nie dowierzać i wyzywać mnie, lecz to nie na mnie spadnie odpowiedzialność, lecz na wszystkich Tobie bliskich…
    Mam fantazję i bujną wyobraźnię! – Nie mogę tego zaprzeczyć… Lecz przyszłość przewidzieć nie jest rzeczą trudną… Boli mnie jedynie wizja wszystkich tych, którzy przez brak wolności chudną! Sami nie mają siły się wyrwać z wirtualnej i jednocześnie rzeczywistej sieci! – W głowie mi się to nie mieści… Naszym zadaniem jest oswobodzić rozum ludzki, uniezależnić go od komputera – Wsadzić na siedzenie skutera i wywieść z dala od technologii! Nauczyć takiego człowieka na nowo myśleć, słyszeć i patrzeć na świat – dojrzeć jego piękno… Otworzyć okno do nowego zdrowszego życia!
Są to wytyczne do zwycięstwa naszego… Pytanie jest jedno: „Czy zechcesz nimi podążyć, do walki się przyłączyć”. Być może jeszcze nie jesteście gotowi do tego, aby się „odłączyć” o tego co Was trzyma… Lecz pamiętajcie – im dłużej zwlekać będziecie, tym mocniej będą się w wasze ciała wrzynały macki  technologii… Powrócimy do początków greckiej mitologii – do chaosu który uporządkują maszyny! Nie zrobią one tego jednak bez przyczyny… Staną się bogami – nadadzą nam prawa, których same będą strzec, my zaś będziemy ich podwładnymi, niezależnie od tego jakimi kto funduszami będzie operował… – Nikt nie będzie maszyny sterował! Nikt maszyną nie będzie kontrolował! To maszyna człowiekiem będzie poniewierać!  Nigdy maszyna człowieka nie będzie wspierać – potrafi mu jedynie zdrowie i wolność odebrać…
   Skierujcie zatem wzrok ku naturze, patrzcie na nią choćby przez dziurę w murze! Natura pokaże Wam jak wygląda piękno prawdziwego życia, jest ono do zdobycia! Na wyciągnięcie ręki…  Przyroda jest lekarstwem na Wasze udręki, nie poda wam ręki, lecz da obie dłonie, a nawet całą siebie dla Was poświęci! Jedyne czego wymaga to chęci i opieki o jej dobro…

XII
Walka…

   Toczę walkę na wiele frontów, nie starcza mi czasu na zbudowanie fortów, wychylam zatem głowę jednie z okopów… Nie jest to bezpiecznie rozwiązanie, ale pozwala prowadzić jako takie wojenne działanie… Walczę w imię jakiejś słusznej idei? Walczę dla zatrzymania przy sobie nadziei – „Na co?” spytacie – Na lepsze jutro! Nie walczę o prezydenckie biuro… Walczę o wolność samego siebie, oraz innych mi podobnych… Ciągła podłość przerasta niejednego – spokoju dla takich ludzi pragnę błogiego! Walczę o lepszą przyszłość na tej do cna przenicowanej ziemi… Mam nadzieję iż życie tu się szybko zmieni… – Wystarczy kilka uśmiechów promieni! Walczę o względy dla piękna przyrody, nie chcę ustanawiać nowych kanonów mody, jedynie uczynić coś dla zgody – człowieka i natury! Dla niektórych są to tortury niemiłosierne, lecz serca maja oni zniszczone niezmiernie… Potęguje to moje zwątpienie! – Wątpię w sens prowadzenia wojen, dla nieszanujących tego osób… Obciążających mnie ciągle zarzutami i obelgami… Lecz tak to już jest – człowiek nie doceni drugiego człowieka, gdy ten nie ma z tego jakiś namacalnych korzyści… Mam nadzieję iż ulegnie to zmianie w przyszłości! Lecz nie ma przyszłości bez miłości, tak jak i bez niej nie ma wolności! Lecz od miłości do podłości droga krótka… Cóż człowiek jest w stanie poświęcić dla miłości?!
O prawdziwym uczuciu można mówić wtedy gdy ktoś potrafi być przy drugiej osobie nieustannie, jednocześnie będąc od tej osoby oddalonym, a przy tym od niej uzależnionym – wewnętrznie i intelektualnie! Nieaktualnie jest jednak mówić tak w owych czasach… Dziś miłość przybrała inną formę – Oderwała się od dawnych uczuciowych wzorców, straciła na wartości… Niczym postrzelona kuleje, aby za moment upaść całkowicie, swą niedolę zatopić w rzecznym korycie… Moja mentalność jednak nie pozwala mi przyjąć tej wiadomości. Zatracony jestem w kłamstwie, które w mej głowie gości… Przyjąłem własny ogląd na świat, niczym wariat doszukuję się we wszystkich znaczeń ukrytych, przepełnionych głębią przekazu! Robię to sam, bez czyjegoś nakazu… Brak mi mądrości, aby pojąć otaczająca mnie głupotę, brak mi wspomnianej ów głupoty, by zrozumieć życia nieustanne przewroty…
Dla tego walczę o życia zrozumienie – może to nada mym myślom spełnienie… Czy walka to jest słuszna? – Czas mi jedynie na to pytanie odpowie. Mam nadzieję iż będzie on dla mnie litościwy, wie on bowiem iż człowiek ze mnie mściwy, lecz w żadnym wypadku nie jestem chciwy… Dla siebie o wiele nie proszę! Żadnych dodatkowych praw co do siebie nie roszczę… Całe życie w duchu poszczę, teraz chcę jedynie pełnią sił nabrać szczęścia do płuc, byle nie stłuc przy tym czyjegoś serca! Nie potrafiłbym się cieszyć z czegoś, co zostało stworzone kosztem kogoś… Radość sprawi mi szczęście bliskiej mego serca osoby, nie ważne czy będzie ono związane ze mną, czy też z kimś innym! Widząc ich trzymających się za ręce, to sam się w duchu ucieszę! A moje serce? Walczyć będzie, nie zrozumie ono iż ja nie jestem najważniejszy, ważniejsza jest osoba którą się kocha i to czy jej życie dobrze się układa… A to czy i jak na nas spogląda, to już inna historia…

XIII
Rzeka smutków…

   Rzeka smutków, morze łez i wodospad myśli o Tobie! Tak właśnie niczym kropla będę drążył skały, żył aby do Ciebie trafić! Nie wiem ile mi to czasu zajmie, być może utknę na jakiejś tamie… – Nie do przebycia bramie! Lecz odległość nas dzieląca to nie żadna fosa! Zdaje się na węch mego nosa! – Trafię do Ciebie i żadna osa, żadna kosa oraz żadne ostrza skierowane w mą stronę mnie nie powstrzymają! Żywiołu wody nie zatrzymają! Piaskiem mnie dranie przysypują, lecz krople i przez piasek się przekopują – wszelkie piasku fragmenty nieustannie tratują i drogę do celu sobie torują! Drobne kałuże ślad mej drogi maskują, w świetle księżyca pięknie połyskują… Są niczym rtęć piękne lecz zabójcze, toksyczne wręcz dla nieprzyjaciół… Ale wody krople od pszczół roju Cię ochronią, jeżeli tylko jest wody dostatecznie dużo i Twe ciało pokryje, żadna pszczoła Cię nie odkryje!  
Woda niszczy, woda buduje, czasem rzeźbi, lecz przeważnie Twym decyzjom wtóruje! Woda potrafi wysłuchać , swym szumem jest chętna każdego uspokajać… Swą melancholią upajać, myślom odpowiedni kierunek nadawać… Życie zaś Twe w odpowiednią stronę kierować! Myśli swobodnie odblokować i zastać siebie samego! – Innego, lepiej wykreowanego…

XIV
Pożar sumienia…

   Płonę! Cały się palę… Sumienia mego pożaru nie jestem w stanie ugasić – swego ducha mogę stracić w tym pożarze! Czuję się jakobym był obecny w jakimś koszmarze, w niedomiarze wiem, że  cały się poparzę! Pali mnie wszystko! Płonie duszy mej wrzosowisko… Temperament mój zaognia sprawę! – To nie życie to agonia! Konwulsyjne odruchy mego sumienia zmieniają mój sposób na świat patrzenia! Szukam odosobnienia – najlepszego miejsca do pożaru ugaszenia! Sam na sam z wyzwaniem, zajmę się siebie samego deptaniem! Od wody dzieli mnie kawał drogi, a mnie palą się już nogi! Czuję za to spokój błogi… Cierpień niewiele mi zostało, nie wiem tylko jak długo to ciepło piekielne będzie miotało moją dumą i duchem nieutemperowanym – na porażkę od poczęcia skazanym! Kości trzaskają niczym gałązki w ognisku, właśnie się znalazłem na sumienia mego „trupowisku”!  Nikt nie ucieknie temu widowisku! Nikt też mi nie pomoże! Zostałem sam na życiowym ugorze, o tej najciemniejszej dla mnie porze…  Tak jak pociąg samotny na torze – jadę zerwanymi szynami, w końcu nieuchronnie wpadnę w morze… I tak oto nadejdzie kres mego wewnętrznego pożaru, ale do tego czasu, lecz teraz ciszę przerywa dźwięk hałasu – spowodowany chaosem  słów mych wykrzyczanych, bólu wypowiedzianego – słów człowieka straconego…

XV
Zamrożenie cierpienia…

   Zimno mnie przenika – zmroziło we mnie duszę wojownika, obudziło zaś mentalność cierpiętnika! Idę skrawkiem chodnika, chcę odnaleźć ochotnika, który zrzuci mnie z brzegu krawężnika… Zimno zabiło we mnie uczuć gorących masę, narzuciło nową życia trasę! Podłe to zjawisko w jednej chwili, przy jednym podmuchu – stracić wszystko… Dawnego siebie zagubić, nie móc nikogo polubić – życia swego chwile mogę jedynie cierpieniem okupić… Zimno zmieniło me serce w kamień – nie pamiętam już dokładnego przebiegu zdarzeń… Jest to bryła lodu – stojąca na środku ulicy, czekająca na potrącenie samochodu! W spadku pozostawię kilka oziębłych słów i bilet na pokład statku… A statek ten płynąć będzie daleko! Do krainy w której rządzi wyrozumiały nastolatek… Rządzi on sprawiedliwie, zawsze uczciwie, jednak i lód do jego serca sięga – Wy musicie mu pomóc! Ożywi go wartościowa księga – bo księga to zlekceważona potęga, a tego kto jej nie docenia – szybko kara surowa dosięga!  Nie ucieknie on spod katowskiego miecza, lód tylko na to czeka – szuka sposobów do człowieka w człowieku zabicia! Zatrzymania serca jego bicia… Chłód to wróg nieprzejednany, ciepłem radości i miłości odpychany… Strzeżcie się go! Nie chcecie spotkać się z nim, wolicie uciekać – wiem to doskonale! Nie nadajecie z nim na tym samym kanale, przynajmniej większość z was tego nie robi – większość skupia się na banale i to jest ich wadą! Podążą oni za każdą modą…
Nie czuję już dłoni! – Lecz wiem że i tak nikt mnie nie uchroni przez zgubnym końcem mej podróży – w krainie lodu nie uświadczę żadnej róży, nic tutaj nie położy kresu oziębłości ludzkiej…

XVI
Uziemienie myślenia…

   Widzę zgubność mego dążenia – potrzebuję mych myśli uziemienia… Ziemia przyjmie ich korzenie, obserwować będziemy je mogli w bujnej pomysłów koronie! Drzewo marzeń, drzewo pomysłów – doprowadzi do poruszenia ludzkich zmysłów! Obudzi pragnienie obcowania z naturą, nie przejmowania sią rzeczywistości burą – życiem chudym jak szkielet, ale szkielet ten potrafi odprawić balet nieziemski potem odejść z uściskiem ręki i do końca dnia składać dzięki za uwagę… Jakąż wagę ma przyrody znaczenie? – Ogromne! Do życia jej istnienie jest pożądane! Wszakże nic innego jak przyroda nie wpłynie tak na człowieka, nawet zgoda go tak nie poruszy, nie zmieni jego duszy… Przyroda nie szuka sobie następnego wroga, jest pomocna, bo chce żyć w przyjaźni ze wszelkimi istnieniami! Stworzeniami najdziwniejszymi nigdy nie gardzi! Na dobro człowieka sprowadzi, do zwycięstwa ze złymi nawykami poprowadzi – z innymi istnieniami się naradzi i na problemy ludzkie zawsze cos zaradzi. W swych osądach nigdy nie przesadzi – jest jak matka szczerze kochająca swe dziecię – nie pozwoli skrzywdzić go nikomu na świecie… Ale w zamian wymaga prostych rzeczy trochę opieki i szacunku dla jej pracy! – Jeżeli Cię to męczy, ona to zrozumie i spod swej opieki nie wyjmie!
Matka ziemia – proste słowa, a ich prostota wszystko zmienia… Świata ciekawość we mnie odkrywa, ciekawość też związana jest z tym co od niej mogę dostać! – Miłość – Ale niespotykana w świecie, można ją odczuć gdy położy się na trawie, zamknie oczy, a duchem poczuje się jedność… – Można odczuć w tym niesamowitą przyjemność! Moje myśli nabierają innego bardziej złożonego wymiaru, lecz brak mi zamiaru ich spisania, nie jest to potrzebne – nikt też tego nie zrozumie poza mną i zielenią bogatą w uczucia! To są zbyt głębokie odczucia! Nie potrzeba mi pośród zieleni myślenia – mam zamysł co do nowych drzew posadzenia, starych zaś uleczenia! Nie mam na pomoc uczulenia, w ten sposób jedynie spełnię swe marzenia! Na tym świecie jest jeszcze wiele do zrobienia, lecz mam powód do siebie samego spełnienia i na rzecz tego zamyślenia udaję się do lasów aby pozbyć się wszelakich chwastów – połaci jego obrastających…

XVII
Pełnia pustki…

   Dziwne to zjawisko – być jednocześnie nie istnieć, widzieć świat ale nie móc go dotknąć – widząc szczęście nie móc po nie sięgnąć… Nie jest to nic prócz pustki, ciągle czuję bóle trzustki… A może to ślepa kiszka?! – Może gdzieś zabłądziła? – W końcu ślepa jest nieustannie, lecz ślepoty jej nikt nie wygarnie… Błąka się ona zatem po dziwnej krainie, która ciałem potocznie zwiemy…  – Ślepej kiszce nie pomożemy! Śmiejemy się tylko z jej niedoli, słuchamy o czym wiecznie biadoli, ale drogi nie wskażemy – na wieczną wędrówkę kiszkę skażemy! Ale nie wiedząc o tym z kiszką nasz los ściśle zwiążemy… Jesteśmy ślepi jak i ona, w każdym człowieku dostrzegamy potwora – taka to jest właśnie ludzka zmora! Nie dostrzegamy tego, że sami w sobie chowamy stwora…
Może nie chcemy tego dostrzec? Cóż na to pytanie odrzec… Każdy sam zna prawdę, jak też każdy zna swą największą wadę… A gdy ktoś zobaczy wodę i przejrzy się w jej tafli, to szybko obaczy swe wnętrze! – Pytanie tylko czy osobie tej sił wystarczy, aby przyjąć rzeczy nieuniknione do wiadomości…
Czy osoba taka sprosta prawdy bezpośredniości? Czy człowiek jest w stanie oprzeć się swej podłości i przejść natychmiastowo do wyrozumiałości? Niewielu temu podoła, reszta włoży swój umysł do imadła! – Ale ta grupa już dawno w swym życiu się poddała… Grupa, która wygrała wielkie bogactwa od życia otrzymała! Trwają oni teraz w radości, prawdzie i miłości! – Tylko dla tego, że wytrwałość w ich sercach gości! Spytacie się: „Gdzie ja w tym wszystkim się znajduję?” – Otóż jestem wciąż po środku! Raz z łomotem upadam na samo dno, aby potem się podnieść! Wywindować się na szczyty doniosłości, dosięgnąć szczytu i znów opaść bez powodów do dalszego bytu… Jednak spaść z samej góry to wyczyn dosyć trudny… Pozornie wydawać by się mogło na odwrót… Lecz ci ludzie z dołu czekają na mój powrót! Dam im satysfakcję, uczynię dla nich tę akcję! Ale podczas spadania będę szukał nowych celów, do których będę dążył bez oporów…
    Spełnić me pragnienia jest trudno! Nie opuszcza mnie stan wiecznego roztargnienia – Zła to rzecz, gdy potrzebuję myśli w jednym miejscu skupienia – serca zaś na nowe drogi otworzenia. Chcę uniknąć uczuć stłoczenia, potrzebuję ran głębokich wypełnienia… Są to bardzo proste marzenia – uniknąć z nieszczęściem zderzenia! Ale uniknąć muszę też do siebie samego uprzedzenia – wszakże nie może dojść z mej strony do mych myśli wyprzedzenia i przyszłości podejrzenia… Nie mnie dane jest znać przebieg wydarzeń i tak nie powstrzymam w życiu złych zdarzeń Niezależnie od wierzeń człowiek nie odstąpi od swych zamierzeń… Tak i ja nie zmienię swego zdania! Będę postępował według własnych na świat spojrzeń!

XVIII
Głos rozsądku, a  system porządku…

    Od nieporządku kręci mnie w żołądku! Chaos wdarł się do mych myśli… Darł je na strzępki – podłe są chaosu występki! Ale w chaosie można doszukać się harmonii – grunt by je j nie dostrzec przy przedśmiertnej agonii! Nikt mnie nie goni, zatem chaos rozpracuję bardzo powoli – może do wzmożonego myślenia mnie to skłoni… Myśleć będę z zaciśnięciem obu dłoni – a spoczywać one będą na mej skroni… Może myśli to moje od zbędnego ciężaru uwolni!
Sumienie zaś mi mówi abym zbytecznie sienie trudził – nie rozum a zmysły pobudził, z prawdą się pogodził iż żem się nigdy nie oswobodził… Mówi jeszcze abym myśli swe ochłodził a sam siebie oprzytomnił! – Jest to niewykonalne i bardzo niebanalne – myśli me są niepoukładane! A bez odpowiedniego myślenia nie ma sensu do celu dążenia… Taki oto jest zgubny głos mego sumienia…
W rozsądku nie ma porządku, w ściśle określonym systemie nie ma rozsądku… Nie ma również jawnej granicy między nimi… – Są  wartościami względnymi, w zależności od sytuacji małymi lub dużymi!  Nie można się nimi wzorować, nie można się też na nich ściśle opierać – każdy sam prawdy musi się doszukać, siebie samego tylko na chwile da się oszukać… Można oszukać ciało, można oszukać rozum, ale serca i uczuć się nie oszuka! Oszustwo to nie sztuka! – Jest to jedynie w uporządkowanym systemie luka… Podstępnie w ufności Twej wrota stuka!

XIX
Ból przyjemności…

Słyszę trzask nadłamanej ufności, zatrzymuję się i pytam: „Czy nie zaznam już przyjemności?”… Utraciłem zaufanie do całego świata, doznałem stanu „wewnętrznego mata” – Jedyne rozwiązanie to znaleźć kata! Ale i u kata dostrzegę brata! Może mnie zrozumie, odczyta me myśli przed egzekucją… Ale z jaką spotkam się reakcją? Może topór mu się zachwiać… Lecz nie zamierzam go przez to potępiać – o co innego będziemy się spierać! O to, że źle swym życiem gospodarowałem! – Do śmierci po imieniu zawołałem… Czynu jednak swego nie żałowałem, potępiłem jedynie moją nadgorliwość! Czy kat mnie zrozumiał? – Głową jedyni potakiwał, ze swojego katowskiego fachu pokpiwał… Ze mną się zgadzał… Ale ja jestem łucznikiem, któremu zabrakło strzał – zdezorientowany i zagrożony… Chcę walczyć lecz nie mam czym, nikt mi miecza nie użyczy… Ktoś mi nad uchem ciągle krzyczy! Nie zniosę tego – Zaraz strącę z wierzy dowódcę mego…
    Zostanę wtedy sam, ale samotnie nie dostrzegę szczęścia bram – Obraz z mej głowy wytnę i jakoby mapę wsadzę do wysadzanych diamentami ram! Będę się nim kierował – kursem mej tułaczki sterował! Obym tylko po drodze z sił nie opadł… Bledł z braku należytego odżywienia… Może los uchroni mnie od zbędnego cierpienia, serce porzuci swe pożądania! Lecz nie mogę im zawierzyć, muszę wierzyć w rozum – jeżeli chcę przeżyć! Nie ma innego wyjścia, do szczęścia brak jasnego przejścia…
   Tułaczka moja prędko się nie zakończy, nikt też za mnie mojej drogi nie dokończy! Jestem zdany na siebie, idę przez góry słabości – o suchym chlebie… Wciąż poszukuję Ciebie, może mi się to uda niebawem… Gdy tylko się do Ciebie zbliżam, Ty prędko uciekasz, moim uczuciem się nikczemnie zabawiasz!  Zaprzestań czynów tych niecnych! Nie wykorzystuj przeciw mnie swych kształtów kobiecych! Nie mam siły dłużej się Tobie opierać… Nowe kursy na niespokojnym oceanie emocji muszę obierać! Zawładnęłaś mną, lecz tak nie pozostanie! Czas władzy nade mną jeszcze nie nastanie! Walczyć o swą swobodę będę nieustannie! Mam nadzieję iż szczęście mi nie przepadnie…

XX
Zniszczenia…

    Słyszę jak rozrywana jest bomba za bombą… Jedna kamienica za druga porywana w powietrze… Tam! Na siódmym piętrze! Mieszkał mój przyjaciel… Nie zastałem go dziś w domu… Mnie też w nim nie zastano, nie było do dane nikomu… Z mego serca potwornych czeluści zostałem bezprawnie wyrwany! Rozum mnie zaraz opuści, będę działał instynktownie… Myśleć będę gwałtownie! Nie przyjmę niczego z rozsądkiem – tylko z nowym, ustanowionym przeze mnie porządkiem! Słyszysz?! Wysadzili most! Nie mamy już jak wrócić… Możemy się zbytecznie kłócić, albo odbić to co nam odebrano! Jesteśmy najlepsi! – Podobno – Teraz się wykażmy! Porażkę od planów oddalmy! Strzały nasze podpalmy, granicę ich bólu zbadajmy! Wróg musi cierpieć!
Dosięgnie wroga rychła śmierć… Zostaliśmy sami, sami na tym cmentarzysku – powierzyliśmy nasze życia wosku… I co?! I teraz to od nas zależy czy zginiemy jak należy! Śmierć nasza jest nieunikniona… Jednak przed śmiercią padniemy sobie w ramiona, pożegnamy po przyjacielsku! Potem odwrócimy siew stronę nieprzyjaciela i jego pożegnamy, lecz nie w jego rodzimym języku, a po polsku! Niech wiedzą z kim walczą! Nie osłonią się pod żadną tarczą!
Moja ręka! Dostałem odłamkiem… Co tam ręka! Grunt że głowa cała! Odłamek nie rozciął poważnie ciała… Słyszę jęki rannych, niedobitych – twarzy nie poznaje żadnych… Gdzie jest moja jednostka? Muszę ich odnaleźć, lecz przeszkadza mi przebita ręka i skręcona kostka… Siądę na chwilę, rany opatrzę! Wroga nie ma w pobliżu… Zapewne dorwał się do spichrza i myszkuje w zbożu!
   Zaraz kto to?! Widzę jakiegoś mundurowego przy pręgierzu… Strój jego ciemny jest niczym woda w morzu… Krzyknę, może zrozumie… Lecz pistolet będę trzymał w pogotowiu! Nie będę na wroga żałował ołowiu… Ale teraz nie mogę tracić spokoju!  – Hej człowieku! – Odwrócił się znaczy ze usłyszał! Ale zaraz czemu broń do ramienia przystawia, kroczy w moją stronę… To nie rodak! Nie odezwał się ani słowem! Strzeliłem…  Nieprzyjaciel zrobił kilka kroków upadł i już tylko charczał…  Wypluł trochę krwi…
    Dobrze postępuję – tak mi coś mówi – lecz ja sobie nie wierzę! Czy należała się śmierć ów żołnierzowi? Teoretycznie podczas wojny śmierć należy się każdemu nieprzyjacielowi… Ale to jest wbrew prawą natury! To nie człowiekowi dane jest odbierać życie, przelewać krew ludzi mniej lub bardziej winnych! Ale teraz zginął człowiek o nieprzyjaznej, wręcz wrogiej twarzy i oczach piwnych…
Myśli tajemnicą owianych nie zrozumiem, rozkazów mi przekazanych nie zdradzę – lecz czy przy torturach sobie poradzę? Trzeba iść! – Nie ma rady… Zewsząd otaczają mnie wrogie gady, co nie zaprzestały miasta ostrzeliwać… Nie ma kto im się sprzeciwiać… Poległem wraz z mym honorem – ale czy to nie jest mej zguby pozorem? Zali żyję jeszcze, polegli póki co liczni wieszcze… Zacni to byli przyjaciele, było ich tak wiele… Teraz jedynie garstka się ostała – reszta w forcie stworzonym z własnych tworów przepadła! Tam czują się bezpieczni! – Nie czują tego jedynie ich podopieczni…
   Czym jest fort z papieru? – Niczym! Możesz szukać  jego upadku przyczyn, lecz ta jest jedna – dobrze wszystkim znana… Fort potrafi zniszczyć przechodząca nieopodal młoda i piękna panna… I tak oto rozpoczyna się toczona przez nią ofensywa – dobrze ona pływa, więc przez fosę się przeprawi… Słyszę hałas spowodowany odlotem stada żurawi – I w moich myślach coś chce uciec, coś się wali – w sercu zaś płonień miłości za moment się zapali…
Syndrom sztokholmski – to dziad pieroński! Zakradł się niespodziewanie, spowodował w nieznajomej zakochanie – lecz miłość to nie moje powołanie… Szczególnie teraz gdy wszystko się  posypało, spokoju na moment nic mi nie przywiało! Dręczy mnie ostatnio jeszcze więcej pytań niż zazwyczaj! Dziwny jest mój obyczaj – na pytania poszukiwanie odpowiedzi, lecz do czego to prowadzi?
    Z czym ja tak naprawdę walczę? Kim jest ów najeźdźca? Wiem jedno – serce me niczym owe miasto – zniszczone jest doszczętnie przez miłości bombardowania… Przybrało to formę dziwnego opowiadania… Lecz nie tylko miłość mnie atakuje! A osoba która mnie nią torturuje! Jest to uczucie zbyt czyste, zbyt piękne abym na nie zasłużył…  Zatem miotam się jak opisany żołnierz – poraniony i samotny, do zwierzęcych zachowań zmuszony… Teraz jestem niczym śliwka – zewnętrznie i wewnętrznie ususzony! Dziwna to rzecz – uciekać od miłości jednocześnie do niej dążyć – miłością darzyć drugą osobę, lecz nie móc ścierpieć jej miłości do mnie… Może to przez to, że wiem jakie będą uczucia tego konsekwencje – wiążą się z tym liczne prewencje! Nie mogę pozwolić aby moja słabość do Ciebie przerodziła się w karę! Wierz mi, wypijesz tej goryczy czarę, niepotrzebnie całkiem – ja nie jestem człowiekiem – jestem niczym pusty orzech – z zewnątrz twarda skorupa, lecz w środku niewypełniony, nawet rzekłbym skamieniały i bezuczuciowy! Czy takiego mnie pragniesz?! Sama najlepiej to wiesz… Potrzebujesz ciepła i miłości, których ja Ci dać nie mogę – jedynie jako najlepszy przyjaciel zawsze Ci pomogę, doradzę… Ale w życiu Ci ani raz nie zawadzę! Do lepszej przyszłości –beze mnie – zaprowadzę…

XXI
Górska przeprawa –
Na koniec świata wyprawa…

    Widzę piękno wznoszącej się przede mną góry! W myślach jedynie tworzy mi mury, bariery – lecz przeprawy nie odwlekę! Na sam szczyt się dowlekę… Sam na sam z naturą, uciekam przed maturą! Nie zależy mi na tym czy ktoś uważa mnie za dojrzałego – a tym bardziej zwykły świstek papieru o tym nie przeświadczy! Każdy swa dojrzałość obaczy gdy na szczycie góry w dół popatrzy… Raz! Dwa! Trzy! – I teraz dochodzi do przełomu – Góra okazuje się kupą złomu… Nic nie znaczącą stertą kamieni, która niczego nie zmieni… – Czemu tak człowiek płytki pomyśli? Ponieważ brakuje mu powietrza zanieczyszczonego, na łonie przyrody zmieniło się jego ego… Dotknął krańca świata – samego siebie, a to go przestraszyło, a nawet zgubiło! Nie był gotowy aby swój świat na lepszy zmienić – całe zło w sobie potępić…
Gdy jest się zmęczonym, lecz jednocześnie zauroczonym, gdy jest się na szczycie i wie co znaczy życie – oznacza to, że przyroda nawróciła, zmysł życia przywróciła – serce ze złych przeżyć wyczyściła… Tak wygląda piękno świata niepowtarzalnego, lecz przez rozwój ludzi zanieczyszczonego… Zielonego lecz zaniedbanego…

XXII
Ptak…

   Runąłem na kamienie po długim szybowaniu… Oddałem się rozkosznemu spadaniu…
Serce me miłością do Ciebie było wypełnione, lecz Ty tej miłości pozwoliłaś zginąć… Ból towarzyszy mi niesamowity… Teraz leżę – JA – ptak rozbity… Roztrzaskałem się przy uderzeniu – nikt nie podoła mych myśli ugaszeniu… Uczucia już zanikły! Zmilkły one na wieki – teraz samotność przed śmiercią pokochałem, a i z ową kostuchą –siostrą przyrodnią – na nawo się zbratałem… Gniazdo me porzuciłem, nikomu w spadku go nie pozostawiłem – samą myślą odejścia się cieszyłem, lecz wiem czym to odejście się skończy… Zjadłem stos kwaśnych pomarańczy, a smutków się nie pozbyłem!  
  Drogę męczącą przebyłem, po tygodniu od uderzenia ożyłem… Tak… Wróciło do mnie życie, ale jakieś inne – co było temu winne? Upadek, czy może coś większego? Głębszego w swych korzeniach… Może to że całe me życie spoczęło na marzeniach – a teraz zostałem z nich nikczemnie wyrwany! Człowiek ze mnie narwany, realista nieprzebrany – Leciałem twardo, stąpałem jeszcze ciężej – bez marzeń nie będzie mi lżej, tak jak ma być… Pełnym realizmem chcę żyć – chcę być pewny tego co mnie czeka, lecz jest to temat rzeka – niekończący się!
   I tak oto dostrzegam że i mój lot nigdy się nie skończy, nie chcę jednak wiedzieć jaki czyn metę uwieńczy… Co się kończy a co się zaczyna? W czym leży mojego potępienia przyczyna? – Nie wiem, nie odpowiem sobie, jedyne co teraz zrobię – to jako zranione pisklę powierzę się Tobie…

XXII
Ucieczka rymów
Ujrzenie nostalgii przypływów…

    Coś dziwnego się stało – nie odpowiem, wszakże sam odpowiedzi gubię… Znikają też i rymy, ale dokąd się wybrały? – Tego też nie wiem – Nie wiem zbyt wielu rzeczy, ma niewiedza zbyt ogromną się stała… Rozbiłem się o ostre brzegi skał głupoty! Nigdy już nie będę taki jak dotychczas, nigdy nie będę już sobą… Zawsze będę odbiegał od pierwowzoru, będę siebie klonował, lecz to będą nieudolne próby odnalezienia właściwego „ja”

Nigdy tego nie czytałem – po co?
Szczęście swe już odnalazłem

Ale na ironię… Przeżyłem wiele ciężkich chwil za młodu, nigdy nie miałem lekko – kto mnie zna ten potwierdzi – a zniszczyło mnie coś tak niewinnego, tak błahego… Przeżyłem wielki upadek, bolesny upadek – kto mnie zna ten potwierdzi -  piłem dzień po dniu, bez ustanku… Na samym dnie będąc zrozumiałem – że trzeba wstać. Czemu wstawiłem ten tekst? Bo ostrzega – może kogoś ostrzeże, by z dystansem podejść do wszystkiego… Czemu wstawiam ten tekst? Bo ja swoje szczęście – prawdziwe szczęście odnalazłem, a owy tekst jest pomnikiem dawnego mnie – teraz jestem inny… Czy lepszy? Czy gorszy? Kocham szczerze i jestem szczerze kochany – niczego i nikogo więcej nie chcę, prócz właśnie miłości do mojej Joanny

Kto mnie zna ten potwierdzi – jestem już szczęśliwy i nikt mi tego szczęścia nie odbierze

Sprzątanie…

   Zdaję sobie sprawę, ba! Nawet doskonale o tym wiem… O czym konkretnie? Tym, że nie dotrzymałem tempa i mam braki w tym blogu – przepraszam za to, wiem też że wszystkiego nie nadrobię ale za to część może pchnę do przodu. Mam teraz trzy luźniejsze dni i tak postaram się je częściowo spożytkować na tworzeniu postów.
Może dlatego kilka spraw organizacyjnych bardziej:
porzadek
Mam zamieszanie niezłe! Nie przypuszczałem, że szkoła może być taka czasochłonna! No nic, jakoś się ona rozkręciła, ja do niej dopasowałem i oto mam chwilę na pisanie. To tak w roli wyjaśnienia.

   Niektórzy pytają się mnie dlaczego nie ma starszych postów – otóż znikają one bodajże co 10 wpisów ale można je zobaczyć w każdej chwili; w każdym miejscu, o każdej porze. Co należy zrobić? Zjechać na sam dół strony i tam bodajże jest taki „przycisk” – przejdź do poprzedniej strony/ zobacz starsze wpisy (nie pamiętam dokładnie). Poszukacie i znajdziecie.  Można też szukać po kategoriach poziomych lub pionowych (chyba będę musiał coś z tym zrobić, wszak robi mi się pewien burdel z tymi kategoriami – nachodzą na siebie, nie wygląda to estetycznie, utrudnia odnajdywanie poszczególnych wpisów)

   Padło stwierdzenie, że wszędzie widzę kosmitów – fakt widzę ich ale nie wszędzie – patrząc na postęp starożytnych ciężko jest mieć inne wrażenie – szczególnie mając takie informacje, które ja posiadam. Wystarczy spojrzeć na stare malowidła, wydać tam samoloty/statki, w niektórych nawet latające spodki. To samo jest na rzeźbach i innych tworach. Co ciekawe w Wielkiej Brytanii można za pozwoleniem śmiało przeglądać akta o przelatywaniu latających spodków. Czemu tak? Wielka Brytania była punktem, przez który przelatywało wiele niezidentyfikowanych obiektów latających (UFO) oraz wiele niezidentyfikowanych obiektów pływających (USO). Rząd przyglądał się im przez blisko 50 lat potem jednak stwierdził iż nie stanowią one zagrożenia – przez co dalsze obserwacje zostały wstrzymane a akta odtajniono. Wiele przypadków zgłaszanych przez ludzi było żartem/fałszem – było też jednak bardzo wiele rzetelnych informacji i dowodów – zdjęcia, nagrania, zeznania. Poza tym tak jak mówiłem i mówię za każdym razem: kosmos jest zbyt duży na to, byśmy mogli być tylko sami – jest to dość egoistyczne podejście do otaczającej nas rzeczywistości.

   Spytano się mnie również co lubię robić w wolnym czasie – albo w zasadzie co robię. Otóż nie mam jakichś ściśle wytyczonych terminów – nie myślę o teraz wezmę pomedytuję, potem trzasnę sweet focie na fejsa – nie… Wszystko dzieje się pod wpływem danej chwili, czuję się na siłach coś napisać? To będę siedział tyle póki czegoś nie napiszę, choćby jednego zdania. To jest tylko przykład rzecz jasna, no ale odnosi się głównie do całego mnie.

   Za jakiś czas podam link do strony, na której umieszczać będę wiersze – może nawet i tutaj jakieś wstawię – nie wiem jeszcze. Zobaczymy co czas przyniesie i jak właśnie owy czas mną pokieruje.

clean

Wielki świat dla małego mnie…

   Chciałem przerwać na moment wykład o serii dziwactw, o rzeczach niewytłumaczalnych, czy o kulturach… Teraz przyszła pora na kilka słów o mnie! A co się będę! Mój blog to mogę pisać co chcę i o czym chcę (hmmm ale zawsze to robię…)! No nic… Szczerze powiem, że pomimo mojego zainteresowaniami przeróżnymi rzeczami, to pisanie o tym samym przez dłuższy okres czasu mnie po prostu nudzi, zapewne i czytanie treści monotematycznych jest nużące. Dobrym więc pomysłem (chyba) jest chwilowe odskoczenie od poprzedniego ciągu wywodów. Jeżeli kogoś to interesuje, ciekawi – to cieszy mnie to i zapewne jeszcze o czymś napiszę. Teraz jednak powróćmy do mnie! (Ha! Pobawię się w egoistę!)

   Powiadam, że mam bardzo dziwny umysł – pamiętam do niemalże najmniejszego szczegółu masę rzeczy nieistotnych! W myśl tego powiem bez ogródek iż z miejsca mógłbym naszkicować i wytłumaczyć komuś budowę reaktora jądrowego… Po co mi to? Sam nie wiem… Zastanawiam się nad rzeczami istotnymi, muszę mieć je dokładnie przemyślane, w najdrobniejszym choćby fragmencie, jednak jeżeli chodzi o wspomnienia – to z tymi jest ciekawie! Cofając się w przeszłość widzę wszystko, co robiłem, gdzie byłem, co się działo – nie pamiętam jednak treści którą miałem opanować. Nie pamiętam żadnego wiersza, którego się uczyłem – pamiętam chwile, które stały się w jakimś stopniu ważne dla mnie. Hmm Ciężko jest mi to ująć w słowa, jednak rozmawiając ze znajomymi z podstawówki, to doskonale im powiem co się działo, o czym gawędziliśmy. Widocznie tak się nudzę na wszystkich lekcjach, że aż mój rozum pracuje ze wzmożonym wysiłkiem i zmusza mnie do zapamiętania rzeczy, które mnie otaczają. Drugą sprawą jest to, że pamiętam to, co chcę zapamiętać… Jestem sceptycznie nastawiony do nauk szkolnych – nie uczą one niczego pożytecznego! Powiem więcej! Szkoły zniewalają człowieka na osiem godzin, a jego rozum zakuwają w kajdany – dają w zamian wykształcenie potrzebne do znalezienia pracy. Ciekawy to paradoks – kiedyś i owszem, szkoły uczyły i dyscyplinowały, 8 klas szkoły podstawowej wystarczało do tego by nauczyć człowieka podstaw dotyczących otaczającego świata, zapoznania z mechanizmami nim rządzącymi (światem rzecz jasna), i tak dalej, i dalej… Ale to było kiedyś, teraz osoba po szkole podstawowej i gimnazjum nie umie niczego… Co zawiodło? System nauczania czy rosnąca głupota ludzi, która zmusiła do obniżenia poziomu edukacyjnego? Zaraz! Miało być o mnie, a piszę o szkolnictwie – no tak już mam, gaduła ze mnie i lubię odbiegać od głównego tematu. Tak… Lubię robić wiele rzeczy – najlepiej jeszcze wszystko razem! Niestety zasada jest jedna – jeżeli coś od wszystkiego, to jest do niczego… I w pełni  się z tym zgadzam!

   Kim ja jestem? Człowiekiem zagadką – zmienny, nieobliczalny, lecz z drugiej strony czasem przewidywalny i schematyczny. Pewne jest to iż do końca normalny nie jestem (nie zamierzam być)! Normalność jest taka dosyć nudna, a ja nie zamierzam być nudnym człowiekiem, o nie… Każdy kto mnie zna, wie doskonale iż nie można się przy mnie nudzić, ba! Nie daję się nudzić tym, których szanuję i poważam. Pisałem o tym bodajże w ostatnim swoim rysopisie. Lubię poruszać tematy odmienne, niewygodne czy czasem nawet niesmaczne – siebie też bym ruszył najlepiej mocnym uderzeniem kija baseballowego w podstawę czaszki… Czy mam sobie coś do zarzucenia? Tak, bardzo wiele! Choćby pętlę na szyję…
Nie no oczywiście żartuję, owszem czepiam się do samego siebie, w szczególności o rzeczy, które wykonuję – nigdy nie są wystarczająco dobre wg. mojej oceny… Od siebie zawsze wymagam najwięcej, często nawet do granic możliwości potrafię przegiąć, ale trudno (taki już jestem) – od siebie wymagam, by od innych nie wymagać już niczego…

   Specjalnie powtórzyłem część niedawnej wypowiedzi, dlatego iż odnosiła się do ludzi, a ludzie zaś są częścią świata… Tak – temat jaki jest każdy zdążył zobaczyć, lecz w tym wszystkim świata w zasadzie nie było! Tą część pozwoliłem sobie zachować na koniec.
Kiedyś byłem strasznym zmarzluchem, nie mogłem wytrzymać gdy tylko robiło się chłodno… A teraz? Od tamtego roku w sumie, od tamtej zimy – siedzi we mnie jakieś dziwne poczucie gorąca, może powiem inaczej – obojętność, a nawet lubienie (jeśli mogę tak to ująć) chłodu. Owszem, czuję iż jest zimno – ale nie przeszkadza mi to w znaczącym stopniu. Mogę się telepać, szczękę zacisnąć jednak dalej coś sprawia, że wewnętrznie odczuwam ciepłotę… Ja mówię, że gniew mnie tak pali – jednak nie pozwalam mu się wydostać. W skrajnym przypadku wybuchnę, ale to już muszę naprawdę czegoś nie zdzierżyć! Jestem dość wytrzymały pod względem psychicznym – śmiałbym rzec, że nawet niebywale wytrzymałym… Przeszedłem przez wiele złych rzeczy, miałem w swoim życiu bardzo złe okresy – ale to uczy, kuje charakter i osobowość, psychikę i siłę. Musiałem przejść przez niejedno piekło, by trafić teraz do raju, oj tak… I nie zamierzam z niego dobrowolnie odchodzić! – Dziękuję Ci Joanno, za zasianie pokoju i szczęścia, odnosiłem się do całego świata bo właśnie – bo Ty nim jesteś – ja przy Tobie wydaję się nic nieznaczącym pyłem. Twoja dobroć i niebywale czysta osoba gasi gniew, kotłujący się we mnie. Twoja obecność sprawia, że staję się szczęśliwą i wesołą osobą – z każdym dniem spędzonym z Tobą coraz bardziej jestem rozpromieniony! Czego chcieć więcej? Ciebie cały czas! Wiem, że prędzej czy później to przeczytasz – szukałem takiej osoby jak Ty, mojego ideału… Osoby wesołej, szczerej – dobrej i czystej przede wszystkim – czystość moralna to rzecz w tych czasach rzadko spotykana szczególnie połączona z inteligencją! Nie ukrywam również, że cały świat mógłbym zlecieć jednak z nikim nie dogadałbym się tak jak z Tobą – to samo szaleństwo, ta sama szajba… Dziękuję Ci za wszystko!
Świat – i cała moja osoba zmienia rozmiar, Ty – i odnajduję swoje miejsce na Ziemi
Mam przyjaciół i kochającą dziewczynę – o jest właśnie cały mój majątek, coś czego nie oddam za żadne skarby!
Co do przyjaźni – dziękuję Aleksandro i Paulino za Waszą obecność i niejednokrotnie wsparcie.
   A teraz żeby osoba czytająca po łebkach nie zwróciła uwagi na zakończenie, rozpiszę się jeszcze – tylko o czym? Piękny wieczór (wszak ostatnio posty sporządzam wieczorem, a dodaję je z samego rana). O zaraz będzie w tym poście 1000 słów nawet liczbę przekroczę tak mi się zdaje – mogę się mylić, nie ukrywam! Ale co tam, ten koniec ma być tylko dla zrobienia ogólnego zamieszania i wtopienia wcześniejszych treści w obraz nawarstwionego tekstu! A co?! Mój blog to robię co chcę! A jak! – O, nawet i pokrzyczeć w eter mogę, i tak tego nikt więcej prócz Was trzech (ze znanych mi osób) tego nie czyta – sporadycznie ktoś wejdzie dlatego liczbę odwiedzających szacuję na 5 z porywami do 6! Och moje cudowne szacunki, z matmy zawsze dobry byłem… Tej bardziej praktycznej…

Dziwnie chodzę, dziwnie się zachowuję, dziwnie patrzę na świat i mam dziwne myśli – ogólnie rzecz ujmując jestem dziwny… Na tym też dziwnie zakończę
 

Iwan Saproszkow?

     Niektórzy powtarzają, że strasznie się zmieniłem, faktycznie! Mają rację, nie mogę zaprzeczyć. Zmiany często są potrzebne – by się oderwać od pewnych ograniczających nas przeżyć, by stać się kimś, kim zawsze chciało być, i tak dalej i dalej… Czy zmieniłem się na lepsze? No nie wiem, rzecz ta  jest to kwestią sporną. Może ja nie chciałem być lepszym? Obrastając w cynizm i ironię, obojętność i często wrogość, będąc pochłoniętym przez wir nienawiści dosięgnąłem po raz drugi dna, w tym jednak wypadku nie zamierzałem z niego uciekać. Zatęchła piwnica najgorszych myśli… Odnalazłem to czego pragnąłem w tamtej chwili – pewnego rodzaju samotność – ucieczka od wszelkich kontaktów, ucieczka od samego siebie. Tak… Zanurzyłem się w nicości i mroku, ale nie zauważyłem nawet, że już nie pływam swobodnie po bezmiarze tego co złe – ja zacząłem tonąć, topić się własnym gniewem (w wielkiej części skierowany on był do samego siebie). Widziałem co się ze mną dzieje, nie wiedziałem jednak, że ma to aż taki zasięg, że aż tak się wszystko pogmatwało. Już nie mogłem odnaleźć siebie w tej plątaninie, musiałem zacząć wszystko od nowa, na nowo wykuć swoją osobę, stworzyć pewne zasady moralne – wykorzystując stary mój wzorzec. Samodoskonalenie bym rzekł, coś co odcisnęło się piętnem w moim życiu zostało wymazane, jakby za pomocą jednego przetarcia. Był to już nic nie znaczący kurz, którego pozbyłem się bardzo szybko. Gorzej jednak było pozbyć się samego siebie – w wewnętrznym wymiarze rzecz jasna – ale i to przyszło z czasem. Dlaczego Iwan?, dlaczego Saproszkow? – no właśnie dlatego! Ju teraz nie będziecie pytali czemu jest tak, a nie inaczej. Czemu moje zachowanie, czemu ja sam uległem wielkiej metamorfozie.

    Mimo tej zmiany (a raczej ich szeregu), ja dalej uciekałem od szczęścia, nie chciałem go – wyrzucałem je wręcz do kosza niczym ulotkę wziętą przed momentem od kogoś, nawet nie zerknąwszy na nią wcześniej… Ale życie, los czy jak to kto nazywa zaskoczyło mnie strasznie. Pewna osoba nawet nie zdaje sobie sprawy z jakiego dołka mnie wyciągnęła, ile szczęścia jej zawdzięczam… Nie może nawet tego wiedzieć… Jest to rzecz, którą ciężko mi wyrazić słowami! Mogę śmiało teraz powiedzieć, że uciekałem od czegoś, na co czekałem całe życie. Pewna ironia w tym się pojawia – wywołane to było moją głupotą czy ślepotą? Już sam nie wiem, nie zamierzam dociekać – nie zamierzam też myśleć co by było, gdybyśmy nie odnowili znajomości…
Teraz, właśnie teraz – pragnę Ci raz jeszcze podziękować, tym razem jednak za danie mi prawdziwego szczęścia, prawdziwej przyjaźni i miłości – Dziękuję moja wspaniała Joanno!

twarz

(rysunek mojego wykonania, pomysł zaczerpnięty z internetu)

No tak to jakoś…

   Dostałem propozycję by wpleść też do bloga kilka słów o mnie… No cóż w sugestii padła propozycja bym napisał też jakieś ciekawostki, lub moje historie – tak dalej i dalej, nie będę wyszczególniał – pomysł mi się spodobał, tak jakoś raz na tydzień lub na dwa tygodnie postaram się dodawać jakiś post tyczący się mojej osoby, pracę mam ułatwioną bo często padają mi pytania na tej stronie
http://ask.fm/iwansaproszko
. Będzie to taką drobną ściągawką, część informacji przepiszę, część zaś zaktualizuję. Zobaczymy jak to się potoczy, dlatego też nie ociągam się dłużej i zaczynam!

Ja
To ja, no… Przynajmniej mój cień.

 
   Ciężko tak zacząć, by przedstawienie się nie wyglądało jak w klubie Anonimowych Alkoholików… Moi znajomi, rodzina,dziewczyna czy listonosz każdy zna mnie z innej zupełnie odrębnej strony, nie chcę się przechwalać czy coś w tym stylu, po prostu dla każdego będę inny czy to z charakteru czy ze sposobu okazywania szacunku to zmienia radykalnie samo postrzeganie mojej osoby… Może najlepiej powiem jak jestem postrzegany przez większość: taki zwykły uśmiechnięty ja, wysłucham, pomogę, ogólnie radośnie nastawiony do życia (teraz mam do tego spore powody i właśnie przez to uśmiech nie znika z mej twarzy), ci bliżsi znajomi wiedzą też że mogą na mnie liczyć, pożartować ze mną, ale potrafię być też chamski i czasem lepiej uciekać mi z drogi gdy mam gorszy dzień… Listonosz z tym to będzie spory kłopot, „dzień dobry” mu powiem, babci emeryturę odbiorę i zamykam za nim drzwi, zatem ciężko jest mi go określić ale jeżeli już go zapisałem to niech czuje się bardziej uhonorowany! Rodzina oj większa jej część wie, że jej nie lubię, ale są pewne szczególne osoby, z którymi lubię mieć kontakt, one wiele dla mnie znaczą. Z dziewczyną… No tutaj staram się najbardziej – cała poprzednia lista wymienionych nie znaczy dla mnie tyle co właśnie ona jedna! Dzięki niej odnalazłem to czego tak naprawdę w życiu mi było trzeba, prawdziwą i szczęśliwą miłość – coś wielkiego i jednocześnie trwałego, to pozwala mi być szczęśliwym nawet gdy wokół dzieje się samo tylko zło – właśnie przez to, a raczej dzięki temu jestem dla niej w szczególny sposób miły, chcę by i ona była szczęśliwa tak, jak i ja jestem, albo nawet bardziej! W radości i szczęściu staram się dbać o każdy najdrobniejszy szczegół – tak by wymiar całości był jeszcze wspanialszy.
Będąc przy temacie dziewczyny – pozdrawiam Cię najmilsza, wiem iż z uwagą śledzisz każdy mój wpis – za co szczerze Ci dziękuję!

     Mam też gorszą stronę, wszak ideały nie istnieją (w żadnym wypadku bym się też do niego nie zaliczył)… Jestem często chamski i opryskliwy, ale również bardzo nietolerancyjny, czasem też wręcz skrajnie świrnięty – moje poczucie humoru jest odmienne, ironiczne i dosyć wręcz drastyczne biorąc pod uwagę moralność niektórych osób, tak… To zapewne drażni, ale niektórym się to podoba a co ja mam na ten temat do powiedzenia? – Nie zamierzam się zmieniać!

Dla uniknięcia wątpliwości po przeczytaniu tego tekstu – tak jestem totalnie powalony!!