saproszkow_iwan

O mnie? No cóż... Dziwny człowiek z dziwnymi zainteresowaniami i to by chyba było na tyle! :D Lubię robić rzeczy niebanalne i niepowtarzalne, sam jednak jestem zwykłą i prostą osobą.

Cyganie, złodziejstwo, pieprzeni domokrążcy…

No cóż, ten temat sam się przypałętał przez ostatnie wydarzenia… Można go wykorzystać, bo i tak chyba nie mam nic ciekawszego. Nie ma co czekać, trzeba pisać, ponieważ sprawa wydaje się być w mojej ocenie dość ciekawa.
cygan

Idąc na targ zawsze napotykam grupę cyganów. Klęczą tylko niemalże szarpiąc nogawki od spodni błagając o pieniądze… I nie byłoby w tym nic zabawnego, gdyby nie pewien fakt – mianowicie jest to jedna rodzina rozciągnięta na drodze od centrum po bramy targu… Od babci która prosi o pieniądze za modlitwę, przez ojca rodziny rzekomo kalekiego (kalectwo u tych rumunów to pojęcie względne) i matkę z niemowlakiem na rękach, wyróżnić można też dziewczynę z gimnazjum, aż po dzieci w wieku „podstawówkowym” – które także klęczą w sposób taki, by żaden wchodzący lub wychodzący z targu nie mógł przejść nie zauważając ich… Klęczą tylko i krzyczą „daj! daj!” – ręce zdrowe mają to niech skarpetki na drutach dziergają, a nie… Ktoś powie iż lepiej jest jak klęczą sobie i żebrają, niż żeby mieli kraść! Fakt, zgodziłbym się, gdyby było właśnie tak… Ale te cholery do południa żebrają, a popołudniem kradną! Dzieciaków mają tyle naklepanych, że mogliby spokojnie przedszkole prowadzić…  Rozumiem oburzenie części osób, która to czyta – jednakże zaraz dojdziemy do czegoś jeszcze bardziej interesującego więc proszę o spokój! Na spełnienie moich słów nie musiałem czekać! Faktycznie popołudniu zadzwonił domofon, w słuchawce dało się słyszeć tylko „Moja siostra! Pomocy! Ratunku!”, dalej słuchawkę wypełnił tylko trzask i szumy. Sam nie wiem dlaczego – ale odruchowo otworzyłem drzwi na klatkę… Dla ciekawości spojrzałem przez judasza by zobaczyć czy nikt nie idzie… A tam co? Ta cyganka z targu, która chwilę temu żebrała teraz przyszła pod moje drzwi… Otworzyłem je, prosiła o wodę dla siostry, która ma padaczkę (sic?) – raczej woda, by je nie pomogła… Ale jestem przecież miłym człowiekiem prawda? Zawołałem mamę i poprosiłem ją, by nalała szybko wody do butelki. Dziewczyna stałą oniemiała – liczyła iż odejdę od drzwi i tym samym ona będzie mogła zabrać jakieś rzeczy z przedpokoju (ludzie bardzo często- w tym ja także- trzymają portfel w sionku/przedpokoju żeby nie zapomnieć go idąc na zakupy)…  Nie wiedziała co ma robić, czekała jeszcze chwilę póki nie usłyszała odkręcanej wody – wtedy szybko zaczęła uciekać krzycząc do kogoś na dole „uciekamy, nic z tego!”. To jest właśnie wdzięczność za chęć okazania pomocy. To cygańskie kurestwo, bo inaczej tego nie można nazwać, jest cholernym wrzodem na dupie! Nawet zaraz po tym zdarzeniu pomyślałem sobie „wot paranoja… cygan w domu piniędzy brok”… Nie mówię, że tylko cyganie tak postępują, kradną czarni, kradną żółci, biali, politycy. Jednakowoż bezspornym jest iż najczęściej da się słyszeć o kradnących cyganach – ja sam znałem tylko jedną osobę narodowości romskiej, która była w porządku, a cała reszta to pieprzeni złodzieje (lub chodzące przekręty)…
Czasy mamy takie a nie inne, to nie podlega dyskusji – ale złodziejstwa nienawidzę! Potępiam wszystkich, którzy się do tego posuwają…
cyganka

Teraz w ramach poruszenia tego tematu przedstawię kilka najczęstszych sposobów wykorzystywanych przez kradziejów chodzących po domach:

1) Sposób na sprzedaż zasłon/dywanów/koców – Działanie na trzy osoby – dwie wchodzą do domu rozkładają materiał celem przedstawienia go klientowi i wtedy dziecko po cichu wchodzi do najbliższego pokoju plądrując go. Dwie panie tak długo będą obracały i zagadywały ofiarę, póki dziecko nie opuści domu – wszystko zaplanowanie jest czasowo. Działają przez około 5-10 minut by dać czas na kradzież czegoś drogocennego. Potem jak łatwo się domyślić uciekają tak szybko jak przyszły.
2) Sposób na” karteczkę” – Przychodzi młoda osoba dość śpiesząca się, prosi o kartkę i długopis, lub o napisanie kartki z pewną informacją – argumentując to pilną sprawą do sąsiadki z góry, której teraz aktualnie w domu nie ma, jak też i nie ma z nią kontaktu, ale informację musi otrzymać. Dlatego gdy osoba odchodzi chcąc pomóc wtedy złodziejka/złodziej woła drugą osobę i wchodzą do mieszkania poszukując portfeli/ kluczy/ cennych rzeczy… Działanie wymaga precyzji – przecież znaleźć coś i napisać nie zajmie więcej niż 2-4 minuty! W tym czasie zdążą ukraść co trzeba, okaże się też iż kartka była niepotrzebna…
3) Sposób na stary piecyk gazowy – przychodzi ktoś rzekomo z gazowni i na chama wlatuje do łazienki oglądając piecyk/bojler informując iż jest to stary model, a gazownia ma podpisane umowy z firmami tanio wymieniającymi piecyki na nowe (ale piecyk ten nie jest ani nowy, ani tani – można zatem zapłacić do 7000 zł za  starego grata tylko lekko odnowionego). To też jest forma naciągania i kradzieży jednak nie tak perfidnej jak w przypadku wtargnięcia do domu i zabrania czegoś. Tutaj jest bardziej kradzież poprzez oszustwo.
4) Sposób na abonament telefoniczny/kablówkę/itp. – Wszystko odbywa się jak w punkcie 3). Dochodzi do pośredniej kradzieży tudzież wymuszenia.
5) Sposób na „hardcora dwuosobowego” – Jedna osoba zagaduje właściciela domu, druga wchodzi do domu przez otwarte okno/tylne drzwi/ kurwa choćby i przez komin! Nie ważne! Jesteśmy zagadywani a ktoś spokojnie sobie plądruje nasze domowe zaplecze… Słyszałem o częstych przypadkach trzymania pieniędzy w kuchni (np. w słoikach czy pustych opakowaniach po płatkach).
6) Sposób na hardcorową rodzinkę… – To już jest sposób totalnie wyjechany w kosmos!! Twój dom jest obserwowany dłuższy czas - najczęściej w nocy lub gdy nikogo nie ma dochodzi do włamania i łupienia całego domu – nikt nawet nie zdąży policji wezwać – bo złodzieje będą wszędzie! Co ciekawe… Złodzieje nie porywają się na domy ubogie, lub przesadnie bogate – w tych pierwszych nic nie ma, a tych drugich nie złupią przed przyjazdem policji czy firmy chroniącej dom! Dlatego na cel wybierają domy pospolite – „średniaki”.

Pytania tematu:
Kto najczęściej jest okradany?
Wykorzystuje się przeważnie ludzi starszych – bardzo ufnych i pomocnych, których łatwo można okraść/oszukać. Wykorzystuje się też pomoc dzieci – np. gdy dziecko otworzy drzwi (i siedzi samotnie w domu), wtedy złodziejowi już wiele nie trzeba…
Jak zatem należycie chronić się przed złodziejami?
Nie ufać zbytnio, korzystać z judasza przed otwarciem drzwi jak też dodatkowo zabezpieczyć się łańcuchem w drzwiach z grubym ciężkim do przesunięcia mechanizmem blokującym. Trzeba też pamiętać, by nie oddalać się od drzwi przed ich zamknięciem. Zainwestować też można w alarmy – ale to kosztowna zabawa…
Gdzie szukać pomocy w razie kradzieży?
Nie łudźmy się… Policja wiele nie zdziała. Szukanie złodzieja to jak szukanie igły w stogu siana (chyba, że dany złodziej jest już policji znany i go rozpoznamy na zdjęciach) Zarzutów jednak dużych nie będzie – szczególnie teraz po zmianie przepisów… O odzyskaniu pieniędzy tym bardziej nie ma co mówić! Zarzuty nawet jak się pojawią to i tak tylko zawiasy bądź niewielka kara pieniężna/pozbawienia wolności. Pomoc udzielić nam mogą tylko przyjaciele czy rodzina – np. pożyczając trochę gotówki na przeżycie miesiąca…

 telewizor

 UWAGA!! Jeżeli uważasz, że jestem nietolerancyjną osobą – to fakt, masz rację! Jestem nietolerancyjny szczególnie dla złodziei!
Wszelkie zastrzeżenia, lub spostrzeżenia proszę kierować w komentarzu. Jeżeli też byłeś/aś świadkiem bądź ofiarą kradzieży w jakikolwiek sposób – również proszę o podzielenie się tym :)

Templariusze, Graal, Zakon Syjonu

Na asku dostałem bardzo ciekawe pytanie, teraz mogę odpowiedzieć na nie w pełni. Jak powtarzam dobre pytania wymagają dobrej odpowiedzi.

graal
Templariusze – zakon ubogich, mający za zadanie chronić szlaki chrześcijańskie jak i pielgrzymów. Zakon powstało w okolicach 1110 roku (historycy się spierają o to, że zakon istniał  od roku 1019). Templariusze mieli zdobywać i chronić podwaliny chrześcijaństwa, walczyli z heretykami, odbijali z rąk Muzułmanów ziemię świętą. Templariusze stali jak gdyby na straży religii chrześcijańskiej. Byli oni dobrze przygotowani do walki. Lekkie, ale dobrze chroniące zbroje i doskonale wykute miecze (które wbrew ślubowanemu życiu w ubóstwie były bardzo bogato zdobione drogocennymi kamieniami). Siła Templariuszy polegała na ich wierze w słuszność idei.  Byli gotowi oddać swoje życia w imię Chrystusa. Działali oni jawnie i można spotkać wiele informacji na ich temat. Głównym celem Templariuszy było zdobycie i oddanie w ręce biskupów Rzymu świętego Graala. Tworzone w tym celu wyprawy krzyżowe miały zapewnić pozyskanie ziemi świętej, odzyskanie Graala, umożliwienie pielgrzymek do ziemi świętej.

Zakon Syjonu – tutaj jest wiele niejasności na ich temat… Był to tajemny zakon prowadzący działania mające na celu odnalezienie Graala i zachowania go do walki z fałszywą ideą kościoła. Jak o Templariuszach można powiedzieć wiele, tak Syjon zdaje się być tylko mitem, nie istnieje żaden materialny przekaz mówiący o ich istnieniu. Legenda jednak powstała przed jakimikolwiek wzmiankami o utworzeniu Zakonu Templariuszy (Zakon Syjonu pojawił się w przekazach w roku 1099). Syjoniści mieli nie tyle zwalczyć ideę Jezusa Chrystusa jako syna stwórcy, lecz obalić mity z nim związane. Mianowicie Jezus miał być normalnym mężczyzną pozostającym w związku z Marią Magdaleną, dodatkowo Graalem nie miał być kielich z krwią Chrystusa, a jego potomek (którego to Maria Magdalena nosiła w łonie już podczas ostatniej wieczerzy). Spory na temat formy Graala istnieją od wieków – jednakże jak go nie ma, tak nie nie ma do tej pory. Wersja Syjonistów byłaby bardzo dobrym źródłem do obalenia wierzeń i uwolnienia ludzi od niszczącego wpływu kleru jak to mawiano w owych czasach – rozłam kościoła doprowadziłby do przejęcia wpływów i odkrycia prawdy. 
Pierre Plantard w maju 1956 r. zarejestrował stowarzyszenie pod nazwą Zakon Syjonu – miał on walczyć o tanie mieszkania dla ludzi. Czy to była przykrywka, czy forma przygotowania do jawnej demaskacji Kościoła – chodzi jednak o to iż zakon miał mieć cel… Jednak organizacja ta szybko upadła i powstała na nowo jak wyczytałem w 1979 roku. Wtedy miała zjednoczyć wielu ludzi. Jakie są fakty? Takie, że całe podwaliny organizacyjne jak i rzekomo historyczne podawane przez Pierre Plantarda były jedną wielką mistyfikacją mającą na celu zyskanie sławy i jak potem tłumaczył – francuskiego tronu.

Wróćmy do Templariuszy – Cały czas zyskiwali rosnące wpływy odsuwając się tym samym od Rzymu – to nie było na rękę klerowi, który z czasem szukał pretekstu do pozbawienia Templariuszy z ich siły.  Po przegranej wojnie na ziemiach świętych usieli uciekać na Cypr z tego miejsca rozproszyli się na tereny Europy. To był dobry moment by pozbawić ich nie tylko władzy ale i żyć. Papież nakazał zgładzenie wielu Templariuszy podczas snu, a każdy niedobitek miał zostać schwytany i zabity. Jako kluczowy element oskarżenia postawiono zarzut o działalność na szkodę kościoła, próbę zamordowania papieża oraz homoseksualizm panoszący się w zakonie i obrażający tym samym Boga… 
Jak wcześniej Templariusze byli cacy i każdy ich głaskał po głowach, tak teraz dostali solidnego klapsa od swych zwierzchników. Dlaczego? Zapewne za dużo wiedzieli, wiele osób twierdzi, że to kara za utratę Jerozolimy i zaprzestanie walk podczas gdy były siły obronne. Jaka jest prawda? tego na pewno się nie dowiemy! Homoseksualizm o którym wspomniałem odnosił się do pieczęci Templariuszy… Przedstawiała dwóch mężczyzn jadących konno – do dziś nie jest znana symbolika owej pieczęci jednakże mnie uczono iż mówiła ona o ubóstwie, które ślubowali przed Bogiem (dlatego dzielą się nawet koniem). Potem usłyszałem teorię o braterstwie (Templariusze byli jak bracia i dzielili między sobą nawet konia). Teraz przyznam się, że przeczytałem teorię trzecią – mówi ona o tym, że jest to jedna postać ale obrazująca raz zakonnika, a raz wojownika (jadącego po jednej drodze, na jednym środku transportu – do jednego miejsca przeznaczenia). Czemu mówię „nawet konia”? Ponieważ każdy z rycerzy powinien mieć czym i na czym walczyć. Koń był podstawą – tak jak miecz czy inny rodzaj broni.
Papież uznał iż dwóch mężczyzn tak dziwnie przedstawionych to obraz homoseksualizmu (który wtedy jeszcze był karany surowo).
pieczęć

Święty Graal jako kielich, czy kobiece łono? Krzyżowcy szukali kielicha – złotego, z najszlachetniejszymi kamieniami wypełnionego krwią Jezusa… Kielich ten powinien być w złotej równie bogato okutej skrzyni… Takie posiadano wyobrażenie o Graalu. Każdy z rycerzy, który pisał się na wyprawę krzyżową miał za zadanie znaleźć owy kielich. Znalezienie go wiązało się z otrzymaniem miejsca w raju, błogosławieństwem na życie doczesne. Każdy zaślepiony korzyściami szedł i szukał igły w stogu siana… 
Kielich byłbym w stanie zaakceptować – ale jako drewnianą skromną czarę, która i tak spróchniałaby do czasu pierwszej wyprawy krzyżowej (1000 lat nawet dla najtrwalszego drewna to sporo). Jednakże myśl jakoby krwią Chrystusa miała być ciągłość rodu, zdaje się być tą najtrafniejszą – ale czy krew po tylu pokoleniach nie byłaby rozrzedzona i pozbawiona swej boskiej właściwości?  Czy sam potomek posiadałby taką charyzmę, przekaz możliwość (jak to nazwać… cudowania? tworzenia cudów?) paranormalne? Być może Jezus istniał, lecz bym człowiekiem normalnym jak Ty czy ja – tylko, że potrafił zjednywać ludzi, widział cel w napełnianiu ludzkich serc dobrem… Bycie dobrym człowiekiem w złych czasach też jest swego rodzaju cudem. 

W całym temacie jest zbyt wiele niejasności, bym mógł w sposób bardziej wyczerpujący się do niej odnieść. Postarałem sie jednak nieco naświetlić sprawę – czy jest to zadowalające – nie mnie to oceniać!
Pozdrawiam serdecznie i czekam na kolejne ciekawe pytania na asku! 

Link do aska: http://ask.fm/iwansaproszkow

Wiedza szkolna i wiedza faktyczna

Nie ukrywam faktu, że szkoła potrafi tylko ogłupiać – w sposób podobny do telewizji. Działa to tylko na nieco inną skalę. Programy nauczania zmieniają się jak programy telewizyjne - każdy kolejny jest jeszcze większym badziewiem! Trzeba powiedzieć jasno – żaden nowy program nie wnosi niczego, co mogłoby poprawić edukację polskich szkół. Nie wspomnę już o wychowaniu młodzieży. Kiedyś szkołą miała za zadanie spełniać funkcję edukacyjno-wychowawczą!
szkola

Wiedza, którą się zdobywało niegdyś w szkole miała za zadanie przygotować do dorosłego życia. Wpajała podstawową wiedzę geograficzną, ale na tyle dobrze, by wiedzieć sporo na tematy powiązane z państwami, wiedzę przydatną. To samo z matematyki – materiały były przygotowywane w sposób ciągły – powiązany. Teraz skaczemy po materiale jak wszy po głowie licząc, że uda nam się coś uszczknąć… No niestety! Sposób nauczania jest nieprzemyślany jeżeli chodzi o każdy inny przedmiot. Biologia pokazuje odległość tematów – zaczynamy coś w pierwszej klasie, a wracamy do tego w trzeciej…  Jest to totalny bezsens stworzony przez zmieniających się ministrów.

Skoki po książce to jedno – drugim jest to, że wiedza książkowa często nijak odnosi się do życia. Jedynie zajęcia z techniki wniosły coś pozytywnego. Uczyły myślenia przestrzennego, wprowadzały zastosowania różnych narzędzi, metody planowania i kreślenia planów. Moim ulubionym przykładem jest obliczanie pierwiastków – szczególnie ciekawie wychodzi gdy mamy zadanie, w którym to trzeba obliczyć pole do zamalowania trójkąta i wychodzi nam ono dajmy 5 pierwiastków z 5! Liczba w ten sposób nie pokazuje nam dokładnego zużycia farby, bo nie odejmiemy pierwiastka od litrów farby!! Szukanie liczby X też nie ma sensu, zawsze gdy już ją znajdziemy, to będzie ona inna od poprzedniej! Czy ma to za zadanie pomóc w odkrywaniu świata za pomocą matematyki? Akurat sam z matematyki najgorszy nie jestem, ale znam wiele osób, które nie rozumieją jej – i słusznie! Matematyki nie da się nauczyć, można tylko wiedzieć jak coś obliczyć jednak dalej nie przynosi to nam żadnej korzyści, nie wnosi nic nowego i pozytywnego do życia. Czy ktokolwiek w dorosłym życiu obliczał coś mając dwie niewiadome? Chyba tylko w przypadku: „Gdzie kupię piwo w niedzielę jako X i za ile jako Y” podstawiając to pod wzór: tangens z cosinusa razy bagietka dzielone przez patelnię…

Istny obłęd!  Pójdźmy dalej tym tropem! Mamy fizykę… Oo widzę te uśmiechy! Obliczanie prędkości kosmicznych, ruchu obrotowego planet… Jeszcze ciekawszą sprawą jest zamienianie prędkości z kilometrów/godzinę na metry/sekundę. Po co to komu?! Lepiej jest znać prędkość w wartościach ogólno wykorzystywanych! Przeliczanie stopni Kelvina na Celcjusze też nie ma sensu jeżeli odnosimy się do badania substancji w stanie podstawowym – do innych układów odniesień także można wykorzystywać skalę pana Celcjusza – po co komplikować sobie życie?! Anglikami nie jesteśmy!
Chemia, bo i o nią pragnąłem zahaczyć powinna odnosić się do substancji i   przeciwdziałania na ich wpływ (czy to na środowisko czy na otoczenie). Pojęcia chemii powinny być przydatne i przygotować nas na kontakt z różnymi czynnikami. Szczerze mówiąc ja już teraz nie pamiętam czym jest kwas dimetyloazotanowy – czy jakiejkolwiek innej stu członowej nazwy

Jeżeli to ma nas czegoś nauczyć to jestem ciekaw czego…
WDŻ i lekcje religii – to dopiero potrafi nauczyć, jeno mówi prezerwatywy są cacy, drugie, że to dzieło szatana! To ma nas uczyć samodzielnego myślenia i podejmowania rozważnych decyzji!
pieklo

Studniówka!

    Dnia (dokładnie) 18 stycznia miało miejsce ważne wydarzenie. Bez dwóch zdań warte jest ono tego, by choć trochę o nim napisać, by zostało zapisane nie tylko w pamięci, czy na zdjęciach. Ze studniówką tą wiąże się jeszcze jedna ciekawostka… Spokojnie, do wszystkiego dojdziemy! 

 

my
(Może dziewczyna mnie nie zabije, za wrzucanie jej zdjęć na bloga… Trudno! Jakbym zginął postawcie mi znicza [*] )  
Ja w garniturze – kto by pomyślał… Nienawidziłem takiej formy ubioru, już od małego była ona dla mnie zbyt sztywna. Od pierwszej klasy podstawówki, aż do teraz nie miałem nigdy więcej ubranego gajerka. Moje myślenie cały czas chyba było błędne, bo właśnie studniówka ta uświadomiła mi, że garnitur nie gryzie, ba! Mógłbym chodzić w nim cały czas! Nawet wiele osób powiedziało mi, że pasuje mi on do ogólnego wyglądu. Ech, gdybym miał tylko pieniędzy jak lodu to i z dziesięć garniturów bym sobie kupił – i właśnie tak chodził na co dzień ubrany! Elegancja, nawet bym powiedział wygoda i ogólny komfort tego typu stroju jest dość interesujący. Myślałem, że marynarka będzie krępowała moje ruchy, czy coś w tym stylu – tak jednak nie jest! Krawat też mnie nie dusił (a przyznam szczerze, że nienawidzę mieć nic pod szyją… Golfy, ciasne koszulki – to wszystko odpada!) Byłem bardzo zaskoczony. I teraz wiem, że praca jaką chciałbym wykonywać powiązana byłaby właśnie z garniturem. Hmm mógłbym być facetem w czerni! Oni mieli fajny styl! Poważnie jednak mówiąc, to praca w garniturze jest bardziej poważna… Więc ja chyba na wstępie odpadam! O! Weźmy grabarza! Czy ktokolwiek wyobraża sobie, by ktoś zajmujący się pochówkiem zaczął nagle żartować?! Mnie jest ciężko być poważnym przez dłuższą chwilę! Muszę zaraz powiedzieć coś głupiego, niekiedy nawet niestosownego – ale w gruncie rzeczy zabawnego. Dobrze… Tak więc wiemy iż grabarz odpada, urzędnicza praca raczej też (tam dopiero sztywniacy siedzą!). 

 

 
Studniówka, odnosząc się teraz do całości, była rewelacyjna! Zabawa do białego rana, dobre jedzenie, jeszcze wspanialsze towarzystwo! Czego chcieć więcej? O ktoś tam krzyczy, że alkoholu, ooo a tam, że prostytutek! No panowie, litości – to studniówka, a nie dyskoteka! Uczestniczyłem w tej zabawie jako osoba towarzysząca. I oto ciekawostka – na studniówkę zostałem zaproszony przez przyjaciółkę, a poszedłem na nią już z dziewczyną. W styczniu też wypadało mi i ukochanej pół roku związku. Dokładnie dwa dni po owej studniówce! Gdy przyszedłem po ukochaną nie mogłem uwierzyć własnym oczom – wyglądała przepięknie! Zaszczytem była sama możliwość towarzyszenia jej – już nie wspomnę o tym, że była to moja dziewczyna! Najwięcej pytań rodziły wątpliwości co do sali (czy będzie duża, jak wyjdzie na niej polonez, gdzie będzie druga klasa)… Zaraz po przyjeździe zobaczyliśmy piękny pałacyk, a w nim naszych wspólnych znajomych. Ludzie dopiero się zbierali, było przed nami trochę czasu. Postanowiliśmy się rozejrzeć, porozmawiać z tymi co już są, przejść na salę do tańca. Było chłodno, ale bardzo pięknie. Czy mogłoby być inaczej w pałacyku? Złote obrazy na kremowo-białych ścianach, sufit ozdobiony wizerunkami znanych Polaków, i balkon bardzo ciekawie przyozdobiony. Stoły nakryte i przygotowane do przyjęcia głodnych gości. Długo trwały apele osób odpowiedzialnych za organizacje, życzenia, podziękowania. Wszyscy nudzili się stojąc w dwuszeregu (może nie tyle nudzili, co pragnęliśmy wszyscy mieć za sobą tego poloneza). Dwie klasy miały po dwie próby poloneza. My zaczynaliśmy jako pierwsi – dodatkowo były problemy z jednym elementem przejściowych, i podczas ostatniej próby zdecydowaliśmy się go ominąć. Po próbach kolejne oczekiwanie, jeszcze jeden apel… Czekaliśmy teraz już tylko na sygnał „do poloneza!” – by mieć już ostatecznie wszytko za sobą!
Cudowna muzyka rozbrzmiała na sali wprawiając nas w rytm. Powolnym krokiem ruszyliśmy do przodu. Jedną zwartą kolumną wyszliśmy na salę – wiedząc jednocześnie, że tym razem wszystko musi się udać! Równe tempo, ładny dostojny krok… Pełne skupienie nie pozwalało choć na moment oderwać myśli od kolejnych części układu. Już wszystko zbliżało się ku końcowy, lecz wtedy właśnie rozproszyłem się myśląc „taaak idzie dobrze, równy krok, bezbłędne przejście, idzie nam rewelacyjnie…….”… W tej chwili doszło do przejścia, miałem przeprowadzić Asię na drugą stronę i się z tym spóźniłem… Ech potem wytrąciłem się z rytmu, którego szukałem jeszcze kilka chwil. Niestety skopałem element, który był zmieniony na sam koniec! Zdjęcia potem uchwyciły jak rozmawialiśmy i zaczęliśmy się śmiać z tego faktu. Chciałem by było idealnie – to była jej studniówka, nie chciałem sprawić zawodu. I w gruncie rzeczy byłą bardzo szczęśliwa. Nie miała nawet najmniejszych pretensji co do tej pomyłki.
Potem tańczyła druga klasa, jeszcze były programy artystyczne i to na co wielu czekało (i ja jako łakomczuch także)… JEDZONKO!! Ile tam było żarcia! Rosół, pierś z kurczaka zapiekana w serze z pieczarkami podane z frytkami, sałatki z gyrosem, sałatki wegetariańskie, mnogość ciast, szaszłyki z kiełbasą i kurczakiem podwędzanym, potem bolsze krokiety z mięsem i barszcz czerwony… Normalnie rewelacyjne menu! Nie ma się co dziwić, zabawa trwała aż do godziny szóstej nad ranem…
toast
(Teraz zginę na 100% więc szykujcie znicza!!)

   Ja sam zaś nie przypuszczałem nigdy, że tyle czasu przetańczę (ja osoba, która stroni od jakichkolwiek imprez, która tańczyła ostatni raz wieki temu…)! Niemalże nie schodziłem z parkietu, Asia i ja nogów w dupie nie czuliśmy (jak szanowny Ferdynand Kiepski prawił). Niezapomniane wrażenia przyniósł taniec belgiski, który został odtańczony z dobrych pięć razy. Alkohol był i owszem – jak to na każdej studniówce- ale przyznać muszę szczerze, że nie interesował mnie on w ogóle! Po co pić kiedy zabawa i tak jest rewelacyjna? Dokładniej się nad tym zastanawiając, to nie było czasu na picie – cały czas tańczyliśmy z małą przerwą na jedzenie – trzeba było nabrać sił złapać dwa oddechy (nie, nie dwa kieliszki) i ruszyć dalej w tango! 

    Każdorazowo po wyjściu z sali czułem się, jakbym dostał granatem ogłuszającym! Pisk w uszach, jak przy ciśnieniu dziesięciometrowego słupa wody (nurkowie zrozumieją lepiej hahaha) Do tego lekkie skołowanie (nie, nie byłem pijany) wynikające ze zmęczenia. Byłą to przepiękna zabawa – innymi słowami nie da się tego określić, a i ja starałem się – by całe nasze towarzystwo spędziło ten czas z uśmiechem.  
   

Załamanie pogody – czyli piękna wiosna w styczniu

   pogoda
Ciekawe i jednocześnie straszne zjawisko ma miejsce tej zimy. Załamanie pogody w sposób nieoczekiwany zagraża zwierzętom, roślinom i ludziom… Jesteśmy pozbawieni jakichkolwiek większych mrozów czy opadów śniegu. Gdzieniegdzie popada i zaraz owy śnieg znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, to ma znaczące konsekwencje. Rośliny potrzebują przymrozków, tej śnieżnej pierzyny by mogły odpowiednio wyrastać, ale jej brak powoduje przedwczesny wzrost i niewyrastanie w pełni. Ostatnio idąc do szkoły zauważyłem kwitnące stokrotki! Trawa jest zielona, zobaczyć też można iż nawet drzewa mają liście. Ptactwo już pomału odlatuje, ale ze dwa tygodnie temu obserwowałem jak leciały w jedną stronę od rana by wieczorem wrócić w to samo miejsce. Niektóre zimujące okazy mają problemy z zapadnięciem w sen zimowy – one tylko drzemią i budzą się. Brzmi to niesamowicie. Sama pogoda zatrzymuje się pomiędzy późną jesienią a wczesną wiosną. Słońce świeci jak podczas wiosennych dni, bezchmurne niebo tylko temu wtóruje. Poranki zdają się być odmienne – są dżdżyste i mgliste, z lekkim przymrozkiem. Czasem popołudniu przez chwilę popada, lecz następnego dnia niebo znów nie ma ani  jednej chmurki. To pogłębia depresyjne nastroje wśród ludzi. Ciągłe wahania zdają się być przytłaczające, odbierają też siły. Człowiekowi jest ciężko przystosować się do tych zmian. Jesteśmy przyzwyczajeni do mrozu, i pośpiechu jaki wyznacza. Nikt nie chce marznąć dłużej niż powinien – a teraz? Na wszystko jest czas… Ociągamy się, bez pośpiechu. Właśnie ten czas, który rzekomo mamy, ucieka nam przez palce jak powietrze.  Potem ocknąć się możemy i powiedzieć „oo to już ta godzina?!”, „to już ten miesiąc?!”… Z wielkim szokiem i niemałym zdziwieniem zauważamy jak wszystko potrafi się szybko kręcić, gdy my na moment zatrzymamy się chcąc zaczerpnąć tchu. 

   Najgorzej jest wtedy, gdy dzień za dniem mija podobnie – zamknięci w czterech ścianach zakładu pracy czy szkoły… Wtedy dni się zlewają i są już nie do odróżnienia. Jeżeli jest się w domu, to stanowi najmniejszy problem – zawsze się gdzieś wyjdzie, zrobi to co lubi. Nie jest się przywiązanym do siedzenia i można się wyrwać z okowów monotonii. Można być samemu albo z kimś, lecz zawsze można się dobrze bawić, spędzać czas realizując marzenia i z uśmiechem podchodzić do każdej chwili, lub siedzieć z zawieszona głową i mieć do siebie tylko pretensje… Najgorsze są chwile, które świadomie zaprzepaszczamy i dopiero później dochodzi do nas ile mogły one znaczyć. Coś pozornie niewielkiego da naprawdę wiele radości. Przykładem pierwszym z brzegu może być lodowisko. Czemu? Moja dziewczyna bardzo chciała tam pójść, nauczyć mnie czegoś w zamian za to iż ja ją uczyłem pływać np.. W tajemnicy i wielkiej konspiracji zabrałem ją tam, nieświadomą przyszłych wydarzeń mówiąc, że czeka ją kabaret, w którym mam dziś główną rolę… Nie umiem jeździć, spodziewałem się efektów tej wyprawy, bo nigdy nie stałem na lodzie w łyżwach! Człowiek uczy się całe życie, dlaczego więc nie mogłem nauczyć się tego? Poza tym jazda na lodzie nie była dla mnie priorytetem. Chciałem mile spędzić czas z osobą, którą kocham – dać jej powody do uśmiechu, radości, chwilę szczęścia tak znaczącą… Jak się okazało jazda nie szła mi w ogóle, chociaż podobno robię świetne piruety gdy staram się złapać równowagę! Ja się cieszę, że nikogo nie pobiłem podczas wymachiwania łapskami… Ale naprawdę zaczynałem tracić wiarę w siebie widząc jak ci wszyscy ludzie zaczynali odsuwać się ode mnie. Jednakże wiem iż chwile spędzone na lodzie były chwilami spędzonymi z uśmiechem, w śmiechu, ba! Z jajami bym powiedział. Zresztą czy może być inaczej gdy humor mi zawsze dokazuje? Zatem nie był to czas zmarnowany! Wręcz przeciwnie… Miło wspominam go nie tylko ja. I właśnie to, że zrobiłem coś więcej niż tylko siedziałem przed komputerem, czy zamknięty w czterech ścianach dało mi pamiątkę na bardzo długi czas.
lyzw

   To nie do końca jest więc tak, że to TYLKO pogoda wpływa na nasze samopoczucie, na nasz nastrój czy chęć do działania. Musimy sami od siebie wymagać, wziąć los we własne ręce. Nikt nie przeżyje za nas naszego życia, prócz nas samych… To od nas zależy, czy będziemy szczęśliwi, czy zdołowani. Zamiast o sobie, często trzeba pomyśleć też o drugiej osobie – jej uśmiech może przynieść nam więcej radości niż cokolwiek innego.

 

 

 

 

 

 

 

Oddawanie krwi – raz już drugi

     krew

 

    30 grudnia roku poprzedniego ponownie wybrałem się na oddawanie krwi. I byłem zdziwiony kilkoma faktami. Drugi raz wyglądał nieco inaczej – teoretycznie wiedziałem czego się spodziewać, ale i tak zostałem zaskoczony! Otrzymałem legitymację honorowego dawcy krwi, i ankietę do wypełnienia (moim zdaniem jest to zbędne tracenie papieru – ale z racji tego iż ekolog ze mnie żaden to zbytnio nie protestowałem) Pytania były te same, jedyne co się zmieniło w wypełnionym przeze mnie druku to podanie daty przy pytaniu o wcześniejsze pobieranie krwi. Tym razem nie byłem sam – towarzyszyła mi ukochana. Podczas wypełniania ankiety robiłem sobie jaja jak zawsze, mówiąc że: „oo narkotyki… te to biorę codziennie”, „niebezpieczna praca – kierowca autobusu, to mnie zawsze rozwala”, „Ej miesiączkuję? (Badawcze spojrzenie zawiesiłem na dziewczynie) Eeee chyba nie!”. I niestety zacząłem zaznaczać część przeznaczoną tylko dla kobiet, przez roztargnienie i niewystarczające skupienie. Podczas wypełniania zostałem zaproszony do wstępnego pobrania krwi – a tu co? Kolejna zmiana! Nie pobrano kropli krwi z palca tak jak za pierwszym razem, tylko zaczęto ściągać krew z drugiej ręki!! Tego się nie spodziewałem – trzy małe fiolki krwi do badań wstępnych. Dokończenie ankiety i hajda do gabinetu lekarza. Liczyłem, że przyjmie mnie znów starszy uśmiechnięty jegomość, lubiący pożartować. Była na jego miejscu kobieta, spojrzała na ankietę i powiedziała z uśmiechem „cooo pytań się nie czytało, hę?”…  Taaa weź się człowieku tłumacz z tego, że nie miesiączkujesz! Badania wyszły wzorowo, tylko z ciśnieniem jakieś problemy miałem. To jednak niczego nie zmieniło – zostałem odesłany do poczekalni w celu wyczekania swojej kolejki. Tak jak ostatnio pielęgniarka pytała się o kawę i herbatę, każdy z obecnych jednak odmówił. I nastała ta chwila – upragnione odsysanie! Położyłem się na tym samym miejscu co za pierwszym razem, obsługiwały mnie te same panie co za pierwszym razem. Znów leżosiedziałem z poczuciem spełnienia w jakimś drobnym stopniu – ta myśl że komuś się pomogło jest naprawdę wielka. No dobra dobra wizja dziewięciu czekolad jest bardziej interesująca! Żartuję oczywiście. Nie ma nic lepszego niż oddanie cząstki siebie dla ratowania życia. Ogólna aprobata dziewczyny, przyjaciół to również motywacja do działania. 
rewk

     Po odsysaniu czekał mnie powrót do domu. Nie byłem jednak sam – ukochana nie dała się przekonać do tego bym ją odprowadził. W zamian za jej towarzystwo miałem trafić bezpiecznie do domu pod jej czujnym okiem. Ale i ja łatwo się nie poddaję to wcisnąłem jej jedną czekoladę! A co! Więcej i tak by ode mnie nie wzięła. Chwila odpoczynku i człowiek może być jak nowo narodzony. Nie znika tylko blada skóra jak u anemika, podkrążone oczy. Ale to niewielka cena za to, ile się z siebie dało. Kolejna wizyta czeka mnie zaraz na początku marca. Niestety zważywszy na to iż luty jest niepełnym miesiącem muszę czekać dłużej. Jednakże luty ma w sobie coś pięknego. Walentynki, moje urodziny, co ma jeszcze luty? O śnieg może wreszcie spadnie! W lutym też wypadają mi ferie, więc nie może być źle. 

 

Tutaj z tego miejsca – gorąco zachęcam Cię do oddawania krwi! Tak niewiele, ale robi niewyobrażalnie dużo dla kogoś w potrzebie. 
Gdy znasz swój cel, a każdy drogi tej broni
Myśląc, że w ten oto sposób Cię ochroni
Brniesz naprzód, by sprzeciwić się innym
Do tego nie czujesz się niczemu winnym
***
Wina nie może spaść na Ciebie jak krople purpurowej krwi
Krwi szlachetnie przelanej! Na przekór śmierci, która drwi
Z Twego poświęcenia, myśląc iż to i tak niczego nie zmieni
Ale Ty właśnie rzucasz na tą śmierć niezliczoną ilość cieni
***
Stać się bohaterem i ten jeden raz o sobie zapomnieć
Zrobić coś dla drugiej osoby, i o nic się nie upomnieć
Przyćmić blask kostuchy, która ciągle na kogoś czeka
***
Jasno sobie powiedzieć, że egoizmu się wyrzeka
By oddać część siebie, by życie komuś zwrócić
I mając ten argument znów możesz się kłócić
 
Wyzbyć się strachu. Przeskoczyć kilka kłód
Leżących tuż u Twoich stóp. Zaspokoić głód
Nie dający Ci spokoju. Być nasyconym lecz
Wewnętrznie głodnym – w tym cała rzecz
***
Wiesz jak wiele możesz zrobić. Wystarczy
Wstać i iść. Uratować system gospodarczy
Nieco inny niż ten Tobie znany. (Obarczy
podzięką )- wrócisz z tarczą, nie na tarczy
***
Czy rozumiesz, o czym mówię? Tak?
Czekasz na znaki, być może to jest taki znak
Wiele wymagam, lecz także o wiele proszę
***
Od państwa dostaniesz tylko marne grosze
Lecz nagroda jest inna, już płynie w żyłach
osoby, która chodzi już o własnych siłach

Ujmę wszystko w najprostszym słowie
Jest kropla, jak też i życie w tej kropli
Płynie w rękach, nogach oraz głowie
Topi lód w sercu i tysiące topi sopli
***
Kropla krwi – od siebie ją oddzielić 
Kropla krwi, którą także możesz dać
Czarne plamy na historii tak wybielić
I nie musisz się konsekwencji już bać
***
Zrób coś dobrego, po prostu, ba! Mowa!
Rób coś dobrego, by zacząć od nowa!
Teraz wiesz w jakim kierunku iść
***
I nie bądź jak na wietrze liść
Zmień się na lepsze – i tego trzymaj
W swych zmianach na lepsze się utrzymaj

 

 

 

Sonety

Droga
Gdzie świat się kończy, a gdzie się zaczyna?
Gdzie szumi jodła, a gdzie buczyna?
Gdzie są żądze, a gdzie jeszcze marzenia?
Nic nie ma – wszędzie tylko wrogie spojrzenia…
***
Świat bez początku, świat ze setnym swym końcem
Pośród szumu i drzew jest niestrudzonym gońcem
By jedną narzucić swą wolę, jedno zadanie
Wszystko tutaj jest – ginie tylko przesłanie
***
Tu gdzie koniec miesza się z początkiem
Tu gdzie chaos droczy się z porządkiem
Czeka się na przełom, który życie odmieni
***
Będąc pogrzebanym pod stosem kamieni
Ożyć na nowo, sumienie poruszyć
By cały świat w dłoniach skruszyć

Atom
Nigdy się nie cofam, czasem stoję w bezruchu
Z plecami przygiętymi,  w ołowianym kożuchu
Zawsze idę do przodu, z maską na twarzy
Z pytaniem na ustach: co się tu wydarzy?
***
Żyjąc pod ziemią w betonowym korytarzu
Daleko od złudnego dla mych oczu mirażu
Umierając każdego dnia w ten sam sposób
Blisko trupów tych wszystkich obcych osób
***
Będących ofiarami kataklizmu, który uderzył
Rozerwanymi ciałami swój zasięg odmierzył
Rozerwanymi ciałami cały świat pościelił
***
Każdą duszę ludzką rozerwał, podzielił
Sądnego dnia nie wrócił już nikt do domu
Bo zginął każdy, kto igrał z potęgą atomu

Wartości
Honor, duma, godność – nic to już nie znaczy
Ludzie, pojedynczy człowiek – każdy majaczy
Miłość, przyjaźń, rodzina – nie ma to już znaczenia
Wszyscy, każdy z nas – jest świadkiem wypaczenia
***
Nieliczni zrozumieją ironię, która tu płynie
Ironia to dama, a ta wszędzie niemal słynie
Równie znana jak oziębłość ludzkich serc
Maleje ich wartość, zanika także ich herc
***
Nie można opierać się na decyzjach innych
Dlaczego chcesz iść w ślady setek naiwnych?
Zabić siebie dla wyniesionego na piedestał wzorca
***
Stoję tutaj jakoby strażnik – człowiek nadzorca
I krzyczę gdzieś w próżnię: musisz się obudzić!
Bo ja nie przestanę Ci nad głową marudzić…

 
Do prostaków
Biorąc wszystko pod lupę, ale rzecz jasna teoretycznie
Podchodzisz do wszystkiego z podtekstem, erotycznie
Głównie teraz mówię o tych, którym wisi coś u pasa
Nienasycona rasa, na wszelakie przyjemności łasa
***
My mężczyźni pragniemy wszystkiego co się rusza
Nie liczy się wzrost czy tusza, miasto czy głusza
Pędzimy do celu jak bełt wystrzelony z kuszy
Jedyne co nas poruszy to uczucie suszy
***
Fakt, wcale nie zaprzeczę – dość dziwne to wyznanie
Może właśnie to jest mój podtekst – ciche kazanie
Mające męski mózg poruszyć, powstrzymać żądze
***
Uderzenie pały tutaj nie pomoże, tak niestety sądzę
Ale przemknę z wolna – od ucha do ucha
Może ktoś usłyszy, może nawet posłucha

Prawda
Czarny tusz spływa na te puste karty
Kilka słów pokaże ile świat jest warty
Ile kłamstw jest na zakręcie litery
Wyłożę je na brzegi złotej patery
***
Złoto uszlachetnić może tylko słowo
I całe kłamstwo zacznie się na nowo
Bo nie można tworzyć tylko obrazu
Wtedy słowom tym braknie wyrazu
***
Ludzie zabijają słowem, ogniem i stalą
Bawią się tak znaną, niewidzialną szalą
Kłamstwem godzą w prawdę tak czystą
***
I ja zabijałem wszystko – byłem sadystą 
I ja zabijałem wszystko – to wizja daleka
Czas uciekł, a z nim wewnętrzny kaleka

Kontakt ze mną

Ostatnio wystartowałem na jednej stronie, jest to google+ . Coś w rodzaju masowego bloga, portalu społecznościowego itd. Jest to strona dla wszystkich posiadaczy konta na g-mailu (i chyba obejmuje też inne skrzynki) W każdym razie jest tam coś takiego jak hangouts – na telefonach z androidem też to jest (we wcześniejszej wersji pod nazwą talk). Wystarczy zrobić konto, dodać do znajomych i można pisać :). Jeżeli ktoś jest ciekawy mojego zdania na jakiś temat, to serdecznie zapraszam! (linki znajdą się na samym dole). To co wcześniej mówiłem o szpiegowaniu… Owszem, śledzą nas wszędzie, ale nie mam nic do ukrycia… Wygląda to lekko jakbym stanął w opozycji do samego siebie. Jednak w cale tak nie jest.

Wspomniałem o koncie, na którym zamieszczam swoje wiersze czyż nie? Jest to dość prosta stronka, niemniej jednak bardzo ciekawa! Ja sam co prawda nie jestem tam czytany zbyt często, w sumie to nawet bardzo rzadko ktoś mnie odwiedza (hahaha – tak, coś jakby wyśmianie samego siebie). W każdym razie tam właśnie upubliczniam swoje wiersze i fragmenty z jednoczesnym zachowaniem praw autorskich (niektóre strony wymagają zrzeczenia się go)

No i rzecz jasna standardowo podam też Aska, Na pytania odpowiadać lubię, co zawsze podkreślam, no a tak to będzie na tyle…

Zatem:
* Google+ :
https://plus.google.com/u/0/100223965390485176046/posts/p/pub
   – widoczne tylko dla zalogowanych
* Eioba:
http://www.eioba.pl/iwan-saproszkow/articles

* Ask.fm:
http://ask.fm/iwansaproszkow

W razie kłopotów z linkami proszę pisać w komentarzu

Zmiany w internecie, zmiany na stronach

   Ostatnio coraz częściej dochodzi do zmian wyglądu poszczególnych stron – allegro, youtube, zapytaj, fotka, itp.. Problemem nie jest tutaj sama zmiana. Wszystko jest dobrze do momentu przymusu. Zaczyna się zawsze niewinnie, dają możliwość przetestowania nowego wyglądu (ale z ewentualnym powrotem do starego), potem pytają się o wrażenia, funkcjonalność – by następnie przy setkach negatywnych komentarzy przymusowo „uszczęśliwić” użytkowników… Komu się najczęściej podobają nowe wyglądy? Dzieciom! Całą akcja zakłada stuprocentowe wciągniecie dzieci do sieci internetowej. Wpadające w oko, łatwe w odbiorze strony przyciągają najmłodszych. Dodatkowo nowe wyglądy są lżejsze dla telefonów – co ułatwia stałe siedzenie w sieci.
stop
   Poza tym coraz częściej dochodzi do przechwytywania prywatnych wiadomości, kontaktów (zauważyć to mogą posiadacze telefonów z androidem) – Aplikacje związane z komunikacją przy najnowszych wersjach wymagają dostępy do sms’ów , książki telefonicznej oraz połączeń. Jak zapewniają producenci – nie jest to związane z przechwytywaniem wiadomości, a z wdrożeniem nowych funkcji dla danej aplikacji – szczerze? Jakoś im nie wierzę w te bajeczki…Wszystko opiera się teraz na kontroli ludzi. Przypomnijmy sobie sprytnie zamaskowany projekt ACTA – było to początkiem, łakomym kąskiem dla rządzących! Stałe monitorowanie bez jakichkolwiek ograniczeń, do tego poparte prawem… A czy myślisz, że jest inaczej? Jeżeli nie ACTA to setka innych temu podobnych zostanie wpleciona na 183 stronie ustawy o ślimakach (dobra przyznam – nie pamiętam, która to była strona, ale bez wątpienia było to wplecione w tekst niezwiązany w ogóle z internetem). Protesty ludzi, wielka internetowa mobilizacja – sprawiły, że wszyscy młodzi i starsi wyszli na ulice swych miast. Tego władza boi się najbardziej! Każde takie zgrupowanie może stanowić zagrożenie. Wszyscy zatrzęśli w portki i dali sobie spokój z ACTA – po co jednak ACTA, skoro teraz każdy korzysta z internetu w telefonie, przez smsy, komunikatory czy maile – wszystko to jest źródłem informacji o nas samych!
andro

Stała inwigilacja staje się podstawą do tego, by przestać korzystać z internetu w celach społecznościowych. Chyba bezpieczniej jest już wysyłać sobie listy, i to nie przez pocztę polską tylko przez własnych kurierów. Mam w mieście kilku znajomych – daję kumplowi listy i on ma je dostarczyć na wskazane adresy… Ma to rację bytu (oczywiście jest to tylko skrajny przykład), do tego, by zachować resztkę prywatności. Prywatności, która rzekomo przysługuje każdemu obywatelowi. Będąc już przy prawie – mamy rzekomą wolność słowa, jednak każde większe wystąpienie powoduje automatyczne zamykanie ust danemu człowiekowi. Gdybym teraz PRZYKŁADOWO powiedział, że za komuny to przynajmniej cenzura była jawna – to zapewne jakiś urzędas dopatrzyłby się propagowania idei totalitaryzmu, tudzież komunizmu. Zatem każdy bloger, pisarz, mówca czy ktokolwiek inny musi poddawać własne teksty autocenzurze, by nie były one drzazgą w oku polityka.

private
   Bez względu jaki będzie odbiór tego posta, powiem szczerze – w dziwnych czasach żyjemy, bardzo dziwnych… Narzekać jednak nie ma co – zawsze może być gorzej, czyż nie?
Zatem nie ma się co przejmować…
…aż tak bardzo

Poczucie humoru – pytania z aska

Ostatnio dostałem serię pytań na stronie ask.fm (
http://ask.fm/iwansaproszkow
), oraz od moich znajomych. Na pytania odpowiadać lubię, choć zdziwiła mnie nieco ich forma i odniesienie. Teraz się rozpiszę tutaj… całość odniesie się niejako do mnie i mojego zachowania, dlatego tutaj rozwinę myśli tam zawarte. Otóż wiele osób zadziwia to w jakim związku jestem, co robię, jak też niektórzy biorą mnie za Boskiego Alvaro…

 

Wszystko to jest dość mylnym rozumowaniem. Związek mam wspaniały, tu nie mogę choćby jednego złego słowa powiedzieć (oj a narzekać lubię jak nikt inny!!). Pełne zrozumienie bez używania słów, zero kłótni czy fochów, takie same myśli i zachowania w określonym czasie. Jestem z osobą, która różni się ode mnie tylko jedną rzeczą… Jest niewyobrażalnie dobra, ma naprawdę dobre i czyste serce – jest spokojna i miła. Taki mój anioł! Anioł, którego bardzo potrzebowałem… Odnalazłem szczęście i to obustronne, piękne szczęście. Trwam w miłości, której nie porzucę, której łatwo nie oddam! Musiałbym być niesłychanym debilem, by porzucić to, dzięki czemu żyję! Właśnie dzięki mojej ukochanej zostałem wyrwany z próżni, podniosłem się z samego dnia, i jestem teraz wysoko ponad chmurami – w niebie, w raju. Właśnie tutaj drzazgą w oku jest dla wielu mój brak kłótni z dziewczyną, czy też moje podejście do innych osób…  Jakie to podejście? Z każdym potrafię się dogadać, niezależnie od wieku czy upodobań danej osoby, z każdym żartuję – ale to się nie podoba innym. Bycie w związku to nie jest pilnowanie drugiej osoby, a samego siebie! Wszystko bazuje na zaufaniu, i poznaniu drugiej osoby. Jestem oddany w 100%, ona mnie również zatem… Zatem zazdrosny jestem i owszem – zazdrośnik ze mnie straszny, ale dla mnie zazdrość to nie podejrzewanie o zdradę czy coś w tym stylu. Zazdrość dla mnie jest potrzebą bycia z tą osobą – silną tęsknotą, która nieustannie nakazuje mi myśleć o niej. Nie muszę pytać gdzie jest, co robi ani z kim się obecnie znajduje -sami to sobie mówimy. I każdy wie, że lepiej mnie nie okłamywać… Kiedyś wspomniałem o moich zasadach, którymi się kieruję – jedną z nich jest, jak ja to mówię „zasada jednej szansy”. Jeżeli ktoś mnie okłamie, zawiedzie – to zrywam kontakt, albo dana osoba traci w moich oczach jakąkolwiek wartość. Wiele od siebie wymagam, ale jeżeli chodzi o zaufanie, to równie wiele wymagam od drugiej osoby. Dlatego związek, w którym jestem oparty jest na trzech filarach nie do wyłamania – przyjaźni, miłości i zaufaniu. To wystarczy do tego, by być szczęśliwym. Dlatego nie jest postawiony sztywny mur dzielący od świata zewnętrznego. I teraz punkt drugi, moje podejście do innych osób -  jak wcześniej zacząłem… Żartuję ze wszystkimi i to całkiem dwuznacznie, nie przeczę padają różne teksty czasem nawet cenzuralne – ale wszystko opiera się wyłącznie na żarcie, który jest akceptowany przez obie osoby. Uważamy z dziewczyną tak samo – a mianowicie, że żarty to nie zdrada. To że się z kimś żartuje, nie oznacza iż należy być z tą osobą w łóżku… Takie rozumowanie sprawi, że zaistnieje bariera międzyludzka, każdy będzie bał się odezwać do drugiej osoby… Tak jak wspomniałem: bycie w związku to nie jest pilnowanie drugiej osoby, a samego siebie – dlatego pilnuję granic… Granic, których nie przekroczę za żadne skarby! Dlatego w moim pojęciu jest różnica pomiędzy słowem a czynem! Żarty typu „widzimy się u Ciebie wieczorem… ]:->” nie oznaczają, że będę spędzał noc u danej dziewczyny, czy danego chłopaka. A swoje żarty kieruję właśnie do obu płci (choć każdy mnie zna z niebywałej nietolerancji, tak w żartach sam czasem udaję homosia i się wygłupiam ze znajomymi). Może właśnie przez dystans do samego siebie mam taki dobry stosunek do ludzi, którzy doceniają mnie i mój dziwny dość humor.

Każdy lubi się uśmiechnąć, a ja tylko w tym pomagam.