Sonety

Droga
Gdzie świat się kończy, a gdzie się zaczyna?
Gdzie szumi jodła, a gdzie buczyna?
Gdzie są żądze, a gdzie jeszcze marzenia?
Nic nie ma – wszędzie tylko wrogie spojrzenia…
***
Świat bez początku, świat ze setnym swym końcem
Pośród szumu i drzew jest niestrudzonym gońcem
By jedną narzucić swą wolę, jedno zadanie
Wszystko tutaj jest – ginie tylko przesłanie
***
Tu gdzie koniec miesza się z początkiem
Tu gdzie chaos droczy się z porządkiem
Czeka się na przełom, który życie odmieni
***
Będąc pogrzebanym pod stosem kamieni
Ożyć na nowo, sumienie poruszyć
By cały świat w dłoniach skruszyć

Atom
Nigdy się nie cofam, czasem stoję w bezruchu
Z plecami przygiętymi,  w ołowianym kożuchu
Zawsze idę do przodu, z maską na twarzy
Z pytaniem na ustach: co się tu wydarzy?
***
Żyjąc pod ziemią w betonowym korytarzu
Daleko od złudnego dla mych oczu mirażu
Umierając każdego dnia w ten sam sposób
Blisko trupów tych wszystkich obcych osób
***
Będących ofiarami kataklizmu, który uderzył
Rozerwanymi ciałami swój zasięg odmierzył
Rozerwanymi ciałami cały świat pościelił
***
Każdą duszę ludzką rozerwał, podzielił
Sądnego dnia nie wrócił już nikt do domu
Bo zginął każdy, kto igrał z potęgą atomu

Wartości
Honor, duma, godność – nic to już nie znaczy
Ludzie, pojedynczy człowiek – każdy majaczy
Miłość, przyjaźń, rodzina – nie ma to już znaczenia
Wszyscy, każdy z nas – jest świadkiem wypaczenia
***
Nieliczni zrozumieją ironię, która tu płynie
Ironia to dama, a ta wszędzie niemal słynie
Równie znana jak oziębłość ludzkich serc
Maleje ich wartość, zanika także ich herc
***
Nie można opierać się na decyzjach innych
Dlaczego chcesz iść w ślady setek naiwnych?
Zabić siebie dla wyniesionego na piedestał wzorca
***
Stoję tutaj jakoby strażnik – człowiek nadzorca
I krzyczę gdzieś w próżnię: musisz się obudzić!
Bo ja nie przestanę Ci nad głową marudzić…

 
Do prostaków
Biorąc wszystko pod lupę, ale rzecz jasna teoretycznie
Podchodzisz do wszystkiego z podtekstem, erotycznie
Głównie teraz mówię o tych, którym wisi coś u pasa
Nienasycona rasa, na wszelakie przyjemności łasa
***
My mężczyźni pragniemy wszystkiego co się rusza
Nie liczy się wzrost czy tusza, miasto czy głusza
Pędzimy do celu jak bełt wystrzelony z kuszy
Jedyne co nas poruszy to uczucie suszy
***
Fakt, wcale nie zaprzeczę – dość dziwne to wyznanie
Może właśnie to jest mój podtekst – ciche kazanie
Mające męski mózg poruszyć, powstrzymać żądze
***
Uderzenie pały tutaj nie pomoże, tak niestety sądzę
Ale przemknę z wolna – od ucha do ucha
Może ktoś usłyszy, może nawet posłucha

Prawda
Czarny tusz spływa na te puste karty
Kilka słów pokaże ile świat jest warty
Ile kłamstw jest na zakręcie litery
Wyłożę je na brzegi złotej patery
***
Złoto uszlachetnić może tylko słowo
I całe kłamstwo zacznie się na nowo
Bo nie można tworzyć tylko obrazu
Wtedy słowom tym braknie wyrazu
***
Ludzie zabijają słowem, ogniem i stalą
Bawią się tak znaną, niewidzialną szalą
Kłamstwem godzą w prawdę tak czystą
***
I ja zabijałem wszystko – byłem sadystą 
I ja zabijałem wszystko – to wizja daleka
Czas uciekł, a z nim wewnętrzny kaleka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>